poniedziałek, 31 sierpnia 2015

EPILOG


- Harry pospiesz się! Louie zaczyna się niecierpliwić – ponoć to kobietom zebranie się zajmuje więcej czasu… Nie w moim przypadku… Zawsze to ja muszę czekać, aż mój szanowny małżonek raczy się ogarnąć, a przecież to ja musiałam jeszcze ubrać Louie… Na szczęście tym razem trwało to dość krótko, gdyż już po chwili mogłam usłyszeć odgłos tupania oznaczającego, że Harry zbiega na dół… Nie powiem, ale ogromnie się z tego powodu ucieszyłam, ponieważ dźwiganie naszej czteroletniej córeczki nie należało do najlżejszych obowiązków związanych z macierzyństwem. W momencie kiedy tylko go ujrzałam szeroki uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Harry odwzajemnił ten gest, podszedł do nas, po czym dał mi buziaka i odebrał ode mnie Lou… Nareszcie byliśmy gotowi… Bagaże już od godziny czekają na nas w samochodzie, dlatego teraz wystarczy umieścić naszą córeczkę w foteliku i wyruszyć do Swindon… Po sprawdzeniu czy wszystkie okna są zamknięte, urządzenia elektryczne odłączone i tym podobne mogliśmy opuścić mieszkanie. Teraz szło już z górki, gdyż Louise nie miała w zwyczaju marudzić podczas jazdy, a wręcz przeciwnie. W momencie kiedy tylko wyruszaliśmy zasypiała i śniła do momentu, aż nie osiągnęliśmy celu naszej podróży. Ogólnie rzecz biorąc to bardzo sprzyjało mi i Harry’emu gdyż wtedy mogliśmy spokojnie porozmawiać na różne tematy. Nie oznacza to, że my w domu nie prowadzimy żadnych konwersacji, po prostu warunki podczas jazdy bardziej sprzyjają wymianie zdań, a przynajmniej w naszym przypadku. Tak samo było teraz… Zaczęliśmy rozmawiać na tematy, które poruszają wszystkie małżeństwa, na przykład szybkie upływanie czasu, czy dorastanie naszej małej córeczki, a mimo to tak się w tym zatraciliśmy, że nawet nie wiem kiedy dotarliśmy na miejsce. W momencie gdy tylko zaparkowaliśmy z willi wyszła rozpromieniona ciocia. Spokojnie wysiedliśmy z auta. Harry zajął się wydobyciem naszej nieśpiącej już córeczki z fotelika, ja natomiast udałam się w stronę cioci.
- No nareszcie jesteście! Wasze wizyty co pół roku są stanowczo zbyt rzadkie – powiedziała na
wstępie i od razu mnie przytuliła. W tym czasie dołączył do nas Harry z Lou na rękach.
- Witam pani Evans – przywitał się, na co ciocia od razu go zrugała:
- A ten znów swoje! Ile razy mam Ci powtarzać, że możesz zwracać się do mnie po imieniu – jej słowa i poważny ton sprawiły, że wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Kiedy już się w miarę opanowaliśmy, weszliśmy do środka. Ciocia od razu zaprowadziła nas do kuchni aby tradycyjnie przekarmić nas swoim obiadem. Louie nie wykazała większego zainteresowania jedzeniem, dlatego ciocia zaprowadziła ją do pokoju przeznaczonego tylko dla niej. Był cały różowy i, ku uciesze naszej córki,  przepełniony zabawkami różnego typu. Ciocia zawsze lubiła wszystkich rozpieszczać…
Po obiedzie Harry przyniósł nasze bagaże i oznajmił mi, że chciałby mnie zabrać w pewne miejsce. Wprawdzie nie przepadałam za niespodziankami i najchętniej teraz położyłabym się by trochę odpocząć, ale ukochana ciocia również zaczęła namawiać mnie do przejażdżki tłumacząc się tym, że wszyscy na tym skorzystamy. Jak? Ja i Harry pobędziemy trochę sam na sam, a ona spędzi kilka chwil z Lou. Coż mi zostało jak tylko się zgodzić… Wsiedliśmy do samochodu i wyruszyliśmy w drogę, którą skądś kojarzyłam, ale nie mogłam sobie przypomnieć skąd… Dopiero po piętnastu minutach, dowiedziałam się, że była to droga na cmentarz. Zdezorientowana patrzyłam na Harry’ego, ale on jak na razie nie odzywał się ani jednym słowem. Szliśmy w milczeniu przez różne aleje i uliczki, a ja nadal nie wiedziałam w jakim celu. W końcu przystanęliśmy przy jednym z grobów. Na ciemnym granicie zostały wyryte złote literki, układające się w napis:

Ashton Montgomery
Żył lat: 21
Zginął śmiercią tragiczną

W końcu ciekawość wzięła górę, więc postanowiłam zadać pytanie, które od dłuższego czasu siedziało w mojej głowie:
- Kim był ten chłopak?
Harry spojrzał na mnie, uśmiechnął się pogodnie i w końcu odparł:
- Przyjacielem, któremu wiele zawdzięczam…



THE END


*********************************************************************************

Hej! Haj! Helooł!!! To już jest koniec... Nie ma już nic... JESTEŚCIE WOLNI!!! Nie no żartuję... Myślę, że czytanie mojego opowiadania nie było dla Was jakimś obowiązkiem, za który braliście się bardzo niechętnie... 
Nie wierzę, że to już koniec... Przecież jeszcze nie tak dawno robiłam pierwsze tło na bloga i pisałam prolog... A jednak niemożliwe staje się możliwym... 
Pozwólcie, że pokażę jakie są statystyki po ośmiu miesiącach mojej działalności na tym blogu... Otóż... Mamy 8523 wejść, 8 obserwatorów, 93 komentarze i 50 postów w tym 38 rozdziałów!!! 
Chciałabym za to podziękować Wam wszystkim... Tym którzy wpadli tu tylko raz na chwilę, tym którzy byli stałymi bywalcami, tym którzy komentowali, a także tym którzy poświęcali swój czas na samo czytanie!!! To bardzo ważne dla autora, gdyż wtedy mam świadomość, że coś co robię w jakimś stopniu podoba się innym i motywuję do dalszego działania... 
No właśnie! Pewnie teraz zadajecie sobie pytanie "co dalej?" Już mówię... Z racji tego, że od 7 maja 2014 aż do dziś udzielałam się na bloggerze, tj. w miarę regularnie pisałam i wstawiałam posty, postanowiłam, że powinnam zrobić sobie przerwę...Tak. Muszę ogarnąć nową szkołę, nowych nauczycieli, nową klasę i w ogóle... W dodatku czeka mnie klasa dyplomowa w muzyku i to też jakby nie patrzeć zabiera resztki wolnego czasu... Ale nie martwcie się... Moja przerwa nie będzie trwała dłużej niż miesiąc, ponieważ ja nie wytrzymam długo bez pisania... Dlatego przez ten miesiąc nazbieram sił, pomysłów, weny i powrócę do Was o ile będziecie mieli jeszcze ochotę na czytanie czegoś mojego autorstwa... Czekam na Wasze ostatnie komentarze (na tym blogu)! Jeszcze raz dziękuję za wszystko i do zobaczenia za miesiąc! Mam nadzieję, że będę miała do kogo wracać!!! <3 
Na tą chwilę życzę Wam udanego rozpoczęcia roku szkolnego!!! 

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie, ślę mnóstwo uścisków i całusów!!!

Aleksandra