piątek, 21 sierpnia 2015

Rozdział dwudziesty ósmy


*Harry* (NASTRÓJ)

Raz w życiu Caroline miała rację... Powinienem usiąść, kiedy o to prosiła, gdyż jakby nie patrzeć ta informacja zwalała z nóg... Ale moment, chwila... Czy ona powiedziała, że… Za pięć miesięcy będę ojcem? No tak… Dokładnie te słowa wyszły z jej wyrysowanych ust. A to oznacza, że... O mój Boże... Jednorazowa, niechciana przygoda z Car zakończyła się... czymś czego nie jestem w stanie nazwać po imieniu... Przez moje ciało przeszedł lodowaty dreszcz i na chwilę straciłem kontakt ze światem... Potrzebowałem kilku minut, żeby to do mnie dotarło. Jednak nawet po upłynięciu tego czasu i kiedy już miałem pewną świadomość tego, że Caroline jest w ciąży, a na dodatek ja jestem ojcem dziecka, to mimo wszystko nie miałem pojęcia, jak mam się zachować lub co powiedzieć... Mój szok powoli zaczął mijać, a jego miejsce zastępował wcześniejszy gniew... Co więcej, mogę szczerze powiedzieć, że jeszcze żadnego dnia nie byłem tak bardzo nerwowy jak dziś… Za dużo się wydarzyło… Nie tak miał wyglądać nasz powrót do domu… A ja nie byłem przygotowany na żadne niespodzianki… Nagle po jakichś dziesięciu minutach przypomniałem sobie o obecności Caroline… Podniosłem głowę i przeskanowałem wzrokiem jej ciało… Rzeczywiście jej brzuch był lekko zaokrąglony, ale nie aż tak, żeby rzucał się w oczy…
- No i powiedz mi, czego ode mnie oczekujesz? - powiedziałem, ledwo powstrzymując się od podnoszenia głosu... Jednocześnie starałem się ukryć i ukazać cały swój jad… Mam świadomość, że to brzmi dziwacznie i niedorzecznie, ale taka jest prawda… I jestem pewien, że znajdą się osoby, które teraz ze współczuciem patrzą na Caroline, a z pogardą zerkają na mnie… Znam świat, na którym żyję już przeszło dwadzieścia lat… Hah. Ciekawe, że jednego dnia wydaje nam się, że jesteśmy jeszcze młodzi, a nawet dziecinni, a następnego oczekują od nas, żebyśmy stali się dorośli i dojrzali… Bo tak właśnie się czuję… Jeszcze kilka godzin temu „beztrosko” planowałem mój powrót z trasy i przeprosiny Cam, a teraz znajduję się w salonie z Car, która oznajmia mi, że będę ojcem… Wiem, że ta ciąża to również moja wina, no bo jakby nie patrzeć, Caroline sama sobie tego dziecka nie zrobiła, ale…
- Harry nie złość się... – powiedziała spokojnie i z irytującym uśmieszkiem na twarzy, tym samym przypominając mi o swojej obecności i przywracając mnie z odległych granic mojego rozmyślania… -Brzmisz tak, jakbym była twoim wrogiem, a dobrze wiesz, że nim nie jestem... Może już zapomniałeś, ale jeszcze nie tak dawno byliśmy ze sobą bardzo szczęśliwi... Pomyśl, jakby było pięknie, gdybyśmy do siebie wrócili i... – nie odpowiedziała na moje wcześniej zadane pytanie, a wręcz przeciwnie… Zaczęła snuć jakieś chore wymysły i jeszcze mnie nimi katować… Nie mogłem tego dłużej słuchać, dlatego w końcu wybuchłem.
- Skończ! Nigdy więcej nie chcę słyszeć nawet o czymś takim... Kocham Camilę i tylko z nią wiążę swoją przyszłość... - Jakim prawem ta kobieta może mnie w ten sposób torturować? Znowu czuję serię ciarek biegnących po moim ciele… Jeszcze chwilę i albo się porzygam, albo zemdleję! Ale Caroline wzięła sobie do serca moje słowa i od razu zmieniła swoje wywody wypowiadane słodziutkim głosikiem na konkretne informacje i rzeczowy, rzekłbym nawet oschły, ton. Z jednej strony mnie to ucieszyło, ale nie byłem do końca przekonany, czy ta zmiana była dla mnie korzystna…
- Daję Ci dwa dni na podjęcie słusznej decyzji... Znasz adres, numer telefonu  również... Jeżeli w
tym czasie nie zmienisz zdania, to... porozmawiamy inaczej...- Po skończonej wypowiedzi wstała ze swojego miejsca i wyszła, tupiąc swoimi obcasami. Kiedy tylko w całym domu rozległ się odgłos trzaśnięcia drzwiami, w salonie pojawiła się reszta chłopców, którzy w trakcie naszej rozmowy jakoś się ulotnili...
- Harry... - zaczął Zayn, ale ja od razu mu przerwałem... Po wysłuchiwaniu bzdur z ust mojej byłej, teraz to ja chcę się wygadać... Nikomu nie każę słuchać, ale po prostu czuję, że jeżeli za chwilę nie wypowiem wszystkich myśli, które kłębią się w mojej głowie, to zwariuję i trafię do psychiatryka...
- Ja naprawdę od zawsze wiedziałem, że zdrada jest czymś złym... I mam świadomość tego, że za złe uczynki się karze, ale mam wrażenie, że moja ”kaźń” jest zbyt surowa... Najpierw zniknięcie Camili, teraz jeszcze Caroline z... - nie przejdzie mi to przez usta... -To już mnie przerasta... To nie jest mój scenariusz dzisiejszego dnia!!! Wiecie, że to nie tak miało wyglądać… Nie byłem przygotowany na tyle zmian. Chciałem wszystko naprawić, ale jak zwykle jeszcze bardziej wszystko pogorszyłem – nie miałem pojęcia kiedy mój głos stał się tak zrozpaczony i chrypliwy, a z moich oczu zaczęły
płynąć łzy… Zdałem sobie sprawę z tego, jak słaby jestem… I to dobiło mnie jeszcze bardziej… Nie miałem racji… Wygadanie się jeszcze bardziej pogorszyło całą sprawę… Nie dość, że nie przyniosło żadnej ulgi i spokoju, to jeszcze pokazałem się przed chłopakami jako kompletny mięczak… W końcu się ogarnąłem… Wziąłem jeden głęboki oddech, otarłem łzy i dodałem. - Jedno jest pewne... Obecnie moim największym problemem jest odnalezienie Cam, a nie zajmowanie się...
- Harry, poczekaj chwilkę! - teraz to Zayn mi przerwał... Spojrzałem tylko w jego stronę zbolałym wzrokiem, a on powoli i dość cicho zaczął mówić to, co pewnie kryło się też w głowach pozostałej dwójki... - Znasz Caroline i chociaż nie ukrywam, że również chciałbym się dowiedzieć o co chodzi ze zniknięciem Camili, to uważam, że nie ona jest obecnie Twoim największym problemem. Zważ na to, że Caroline cię w pewien sposób zaszantażowała, a znasz ją i wiesz do czego ona jest zdolna... Jeżeli w przeciągu tych dwóch dni nie okażesz jej tego, czego oczekuje, może cię zniszczyć, gdyż ma sporo znajomości... Już jestem w stanie sobie wyobrazić te nagłówki na pierwszych stronach gazet. "Nieodpowiedzialny Harry Styles nie chce mieć nic wspólnego z własnym dzieckiem"  czy coś w tym stylu...  Hazz, fani cię przez to znienawidzą jeszcze bardziej... Będziesz pokazywany w najgorszym świetle… Uwierz mi... Z nią nie ma żartów, więc...
- Więc co? Co mam zrobić?? Jak ją uszczęśliwić!? - złość, desperacja, gniew, szok doprowadziły mnie na krawędź wytrzymałości... Ukryłem twarz w dłoniach i zamknąłem oczy, z których znów popłynęły łzy... Chcę się obudzić! Dłużej nie wytrzymam...
- Myślę, że musisz się uspokoić i dopiero wtedy porozmawiać z Caroline - tym razem to Liam zabrał głos. I znów jest tak samo, jak zawsze… Harry, jako najmłodszy z zespołu, pakuje się w kłopoty, a Liam, jako ten najodpowiedzialniejszy i najporządniejszy, wygłasza swoje przemądrzałe rady i opinie… DOŚĆ! Mam tego dość! Dlaczego to ja zawsze muszę stwarzać problemy?? Dlaczego nie mogę być zwykłym nastolatkiem ze wspaniałą dziewczyną u swego boku? Dlaczego, kiedy byłem naprawdę szczęśliwy, musiałem to zepsuć? Dlaczego nie potrafię się postawić? Dlaczego nie mogę wreszcie zrobić tego, czego chcę, tylko muszę wykonywać najsłuszniejsze czynności? Dlaczego byłem na tyle głupi i pojechałem w trasę zamiast walczyć o Cam? Dlaczego nie starałem się bardziej? Dlaczego pozwoliłem Louisowi na upicie mnie? Dlaczego nie posłuchałem serca i poszedłem na tą galę zamiast spędzić cudowny wieczór z moją ukochaną? Pytania się mnożyły, a odpowiedź była tylko jedna: „Bo należysz do zespołu One Direction”
Nie wiem ile tak przesiedziałem... Na pewno minęło sporo czasu, ponieważ kiedy podniosłem swoją głowę, w pomieszczeniu nie było już nikogo... Zastanawiacie się jakie skutki przyniosło to moje siedzenie i myślenie? Mogę powiedzieć tylko, że podjąłem dużo decyzji niezgodnych z moim sercem i sumieniem...

*Camila*
- Dzień dobry pani... Alice. Czy zastałam Ashton'a? - spytałam z promiennym uśmiechem, stojąc
w progu domu moich sąsiadów... Kobieta również nie ukrywała radości z powodu mojego przybycia... Muszę przyznać, że… Ostatnio bardzo się polubiłyśmy, aczkolwiek nadal z trudem przychodzi mi zwracanie się do niej po imieniu.
- Witaj Cami... Tak, jest u siebie... - odparła i cofnęła się trochę, robiąc mi tym samym przejście. Troszkę niepewnie weszłam do pomieszczenia i w milczeniu skierowałam się na górę... Szybko (oczywiście w miarę możliwości) przemierzyłam schody i już po chwili byłam na górze... Drzwi prowadzące do pokoju Ashton'a były otwarte na oścież, co - według słów jego mamy - zdarzało się coraz częściej od mojego przybycia,  więc postanowiłam to wykorzystać. Po cichutku i na palcach zakradłam się do siedzącego tyłem chłopaka i zakryłam mu oczy dłońmi. Ledwo powstrzymałam się od parsknięcia śmiechem, kiedy Ashton aż podskoczył ze strachu. Sekundę zajęło mu opanowanie się i wydobycie z siebie jakiegoś słowa.
- No... niech zgadnę... Cam! - na jego słowa roześmiałam się głośno, a on zdjął moje dłonie ze swoich oczu i lekko przyciągnął mnie w swoją stronę tak, że usiadłam na jego kolanach...
- Stęskniłem się za Tobą... - wyszeptał i zbliżył swoją twarz do mojej...
- Niemożliwe... Widzieliśmy się jakieś szesnaście godzin temu... - odparłam i znów parsknęłam głośnym śmiechem... Przyznam szczerze, że od momentu kiedy opowiedzieliśmy sobie nasze dramatyczne historie, zarówno mój jak i humor Ashton’a uległy diametralnym zmianom... I chociaż wiem, że to brzmi dość nieprawdopodobnie, coraz częściej przyłapuję się na tym, że zapominam o osobniku z zielonymi oczami i kręconymi włosami...
-   Czyżbyś liczyła każdą godzinę beze mnie? - spytał chichocząc, a ja zamiast odpowiedzi złożyłam na jego ustach krótki pocałunek... Spokojnie bez pochopnych osądzeń! Nie jesteśmy parą... To znaczy… Jakby to powiedzieć... nie oficjalnie... Naprawdę sama nie wiem jak mogę określić stosunki między nami... Ostatnie dwa tygodnie były całkiem inne... Wprawdzie zachowywaliśmy się trochę jak para, jednak żadne z nas jeszcze nie odważyło się do tego przyznać... I wiecie co? Jak na razie jest mi z tym dobrze... Odrobina przestrzeni i czas na dokończenie przemyśleń będą dobre dla nas dwojga...
- Jaką masz propozycję spędzenia dzisiejszego dnia, hmmm?? - spytałam i wyplątałam się z jego objęć...
- Możemy go spędzić jakkolwiek... Najważniejszym warunkiem dla mnie jest spędzanie czasu z Tobą... - odparł, czym sprawił, że na moich policzkach pojawiły się rumieńce...
- Aww... Muszę przyznać, że to było dość słodkie... - powiedziałam i ucałowałam go w czoło. Nie zastanawiałam się nad każdym wykonywanym gestem... Robiłam tylko to, co podpowiadało mi serce...
Wstałam z jego kolan i podeszłam do ogromnego telewizora wiszącego na ścianie i zaczęłam przeglądać płyty stojące na jednej z półek stojącej obok... Znajdowały się tam najróżniejsze gatunki filmowe poczynając od komedii, kończąc na horrorach. Jako fanatyczka komedii romantycznych bez zastanowienia wyjęłam wszystkie i zaczęłam je przeglądać… Żaden tytuł nic mi nie mówił co było czymś naprawdę dziwnym… Jednakże każdy tytuł był na swój sposób oryginalny, dlatego przez długi czas nie mogłam się zdecydować... Na szczęście krótka konwersacja z właścicielem filmów zakończyła się pomyślnie. Ashton zasłonił okna, ja włączyłam film o tytule „Oświadczyny po irlandzku”, a następnie razem rozłożyliśmy się na ogromnym łóżku w najwygodniejszy dla nas
sposób. Ashton oparł się plecami o stertę poduszek, a ja ułożyłam się na jego kolanach i zaczęliśmy oglądać...
Chyba jeszcze żaden film nie sprawił, że tyle płakałam... Jak nie ze śmiechu to ze wzruszenia... Aż trudno jest opisać wrażenia po jego obejrzeniu... Zakończenie nie było przewidywalne. Do ostatniej chwili trzymało w napięciu… Przynajmniej ja tak to odczuwałam… W każdym bądź razie jestem pewna, że te niecałe dwie godziny nie były czasem zmarnowanym… Tym bardziej, że przez cały film byłam wtulona w Ashton'a i mogłam rozkoszować się jego cudownymi perfumami oraz bijącym od niego ciepłem... Coś cudownego, wierzcie mi na słowo… Tak w ogóle to miałam ochotę wypytać Ash’a o treść filmu i sprawdzić czy ma podzielną uwagę… Dlaczego? Gdyż podczas oglądania jego wzrok nie był wpatrzony w ekran telewizora, tylko we mnie… Jednak powstrzymałam się i postanowiłam, że zachowam to dla siebie… Może on wcale nie chciał być na tym „przyłapany”…
Równo z pojawieniem się napisów końcowych na ekranie, w domu rozległ się łagodny głos pani Montgomery wołającej nas na obiad... Wyłączyliśmy telewizor i powędrowaliśmy schodami na dół... W momencie kiedy mieliśmy wejść do kuchni. Ash wsunął swoje duże palce w moją dłoń... Nie powiem, ale było to na tyle przyjemne, że na mojej twarzy pojawił się promienny uśmiech i delikatne rumieńce... Nasze zachowanie nie umknęło uwadze Alice, na co kobieta tylko się uśmiechnęła. Usiedliśmy przy już nakrytym stole i nim się obejrzałam, w jadalni zostaliśmy tylko my... Swoją drogą to było dość uprzejme ze strony Alice… Bo mimo tego, że się polubiłyśmy, to nadal czuję się trochę skrępowana przebywając z nią i jej synem w jednym pomieszczeniu…
- Smacznego Cami... - powiedział Ashton z ogromnym uśmiechem na twarzy... Czasami jeszcze się zastanawiam, jak on był w stanie chować ten śliczny uśmieszek przed całym światem i skrywać go pod maską naburmuszonego nastolatka... Jednak szybko odsuwam od siebie te myśli i cieszę się z tego, że udało mu się zrzucić tą maskę, a dzięki temu ja mogę oglądać jego prawdziwe oblicze!
- Dziękuję Ash... I wzajemnie... - odparłam, a uśmiech na mojej twarzy robił się coraz większy, aż dziwne, że policzki mnie jeszcze nie bolały…
Podczas konsumowania obiadu cały czas rozmawialiśmy na różne tematy, poczynając od wymiany zdań na temat obejrzanego filmu (który Ashton musiał już wcześniej oglądać, bo znał wszyściuteńkie szczególiki), a kończąc na sprawach o wiele poważniejszych, między innymi planach na przyszłość... Na niektóre pytania odpowiadałam nieco zdawkowo, gdyż sama jeszcze nic na ich temat nie wiedziałam. Ashton nie wydawał się być zawiedziony z tego powodu... Rozumiał mnie jak nikt inny i za to właśnie tak bardzo go polubiłam... Po zjedzeniu dania stwierdziłam, że powinnam wracać do domu... Owszem, może wyglądało to niezbyt kulturalnie, ale po prostu czułam, że moje hormony się budzą, a to oznacza nagłe zmiany nastroju i gorsze samopoczucie...  Przeprosiłam Alice za to, że od razu po obiedzie uciekam do domu, pożegnałam się z nią i razem z Ashton’em wyszliśmy na zewnątrz. Oczywiście mój sąsiad odprowadził mnie pod same drzwi mojego mieszkania i oznajmił, że w razie czego jest pod telefonem... Podziękowałam mu za wszystko, zapewniłam, że jakby się coś działo, to na pewno od razu go powiadomię i wreszcie mogłam wejść do domu. Zastałam ciocię w kuchni. Przywitałam się z nią gdyż nie widziałyśmy się rano, ale nie zostałam na dłuższą pogawędkę, gdyż tak jak myślałam moje samopoczucie z każdą chwilą się pogarszało... Zrobiłam sobie gorącej herbaty i udałam się do swojego pokoju. Kubek z parującym naparem postawiłam na swojej szafeczce nocnej i położyłam się na łóżku. Leżałam tak przez kilka minut z zamkniętymi oczami, głęboko oddychając, aż nagle usłyszałam brzęczenie mojego telefonu. Zlokalizowanie go nie zajęło mi dużo czasu. Jednak zanim wcisnęłam zieloną słuchawkę połączenie się urwało. Od razu sprawdziłam kto śmiał zakłócić mi spokój. W spisie połączeń pokazał mi się numer Natt, dlatego też już po chwili to ja dzwoniłam do niej. Co dziwne po dwóch sygnałach usłyszałam głos automatycznej sekretarki... Troszeczkę zaniepokojona wystukałam numer do drugiej przyjaciółki jednak i do niej się nie dodzwoniłam... Teraz już byłam święcie przekonana, że coś się stało.
Ostatnią osobą, do której się zwróciłam, był mój tata. Wprawdzie on odebrał telefon, ale niczego nowego i konkretnego się od niego nie dowiedziałam... Odłożyłam komórkę i ponownie ułożyłam się wygodnie na swoim łóżku… Nie miałam pojęcia dlaczego dziewczyny mnie olały, zaraz po tym jak do mnie zadzwoniły… Nigdy takie coś nie miało miejsca… Jedno było pewne, coś się tam wydarzyło!

 *********************************************************************************
Przybywam z kolejnym rozdziałem!!! Muszę przyznać, że do końca nie pamiętam jak to było, ale znając mnie wydaje mi się, że przy nim też płakałam jak bóbr więc jeżeli Wam też łezka poleci to będzie normalna reakcja na moje opowiadanie :D Swoją drogą nie mam pojęcia co pisać w notkach... Może lepiej, by było gdybym teraz wstawiała tylko czyste rozdziały, a dopiero po epilogu napisała taką dłuuugą notkę podsumowującą i pożegnalną?? Co o tym myślicie?? Czekam z niecierpliwością na Wasze opinie, a ja tymczasem zmykam korzystać z ostatnich dni wakacji!!! 
Pozdrawiam i ślę uściski!!! Do jutra!!!
PS. Czy tylko ja uważam, że teledysk do Drag Me Down jest najcudowniejszy ze wszystkich nakręconych do tej pory?? Wcześniej mówiłam tak o Nght Changes, ale oni każdy teledysk robią coraz lepszy!!! <3

Aleksandra...