czwartek, 13 sierpnia 2015

Rozdział dwudziesty szósty

*Camila*  Nastrój 
Dziś zmuszona byłam wstać już o piątej.  Znów przez moje nocne koszmary. Chyba nie muszę
dodawać, że ich głównym bohaterem był Harry... Nie będę się zagłębiać w szczegóły, aby oszczędzić Wam czasu. W każdym bądź razie doszłam do wniosku, że podczas pobytu dziewczyn i taty nie dawałam po sobie poznać jak bardzo wstrząsnęła mną informacja, że chłopcy wracają wcześniej... Jednak teraz moje obawy i przerażenie nawet to nie całkiem świadome objawiają się w czasie snów... Coś w głębi serca podpowiada mi, że ich powrót może  przynieść ze sobą wiele innych niespodziewanych wydarzeń...
W każdym bądź razie mam nadzieję, że co by się u nich nie działo to ja nie będę tego częścią. Dlaczego "mam nadzieję"? Chyba zdołałam na tyle poznać chłopców, iż wiem, że potrafią wplątać mnie we własne problemy nawet podczas mojej nieobecności... I choć jestem pewna , że tata i dziewczyny mnie nie zdradzą to mam świadomość tego iż istnieje masa innych sposobów na odnalezienie mnie... A wszystkim wiadome jest to, że chłopcy mają różne znajomości więc... Boże czemu nie ostrzegałeś mnie przed wchodzeniem w związek ze sławną osobistością? Dlaczego ja sama byłam na tyle głupia i otępiała, żeby się na to wszystko zgodzić? Gdyby nie tamten jeden błąd teraz byłabym w Londynie, a za kilka godzin szykowałabym się na próbę w teatrze... Jednak szybko uświadomiłam sobie, że gdybym nie związała się z Harry'm to teraz nie oczekiwałabym przyjścia na
świat mojego maleństwa, a także nie przyjechałabym tutaj i nie poznałabym Ashton'a... A to są jakby nie patrzeć pozytywy tego całego zamieszania... Wszystko ma swoje dobre i złe strony... Nie ma co gdybać... Jakbym tak zaczęła się zastanawiać nad wszystkimi decyzjami w moim życiu to również mogłoby się okazać, że wybierałam nie tak jak powinnam... Lecz każdy człowiek uczy się na własnych błędach i tego powinnam się trzymać...
Jednakże kwestia mojej pobudki lub tego jak dziś spałam nie jest najważniejsza gdyż późniejsze wydarzenia z dzisiejszego dnia przekroczyły moje najśmielsze wyobrażenia, ale powoli i od początku... Z racji tego, że wstałam tak wcześnie mogłam pozwolić  sobie na długą odprężającą kąpiel z dużą ilością piany,  przesiadywanie przed szafą podczas wybierania ubrań na dzisiejsze spotkanie z Ashton'em, a następnie spędzanie około pół godziny przed lustrem wykonując nieskazitelny makijaż.
O godzinie dziesiątej usłyszałam dzwonek do drzwi... Nawet nie wiedziałam, że podczas wykonywania zwykłych zabiegów pielęgnacyjnych czas tak szybko ucieka. Zbiegłam po schodach w najszybszym i możliwym dla mnie tempie, a następnie energicznie otworzyłam drzwi. W progu ujrzałam nie kogo innego jak tylko mojego sąsiada. Jego widok sprawił, że na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech od ucha do ucha... Owszem taka reakcja jest równie dziwna co niemożliwa, a jednak.
Kiedy tylko pomyślę o naszym pierwszym spotkaniu wprost nie mogę uwierzyć, że nasze relacje tak bardzo się ociepliły... Wiem, wiem... Dużo z Was jak nie wszyscy może sobie pomyśleć, że to tak zwana powtórka z rozrywki, bo... z Harry'm było tak samo, ale kto wie... Przecież nie wszyscy muszą być od razu podłymi i bezdusznymi kłamcami... Tym bardziej, że gdyby się tak głębiej zastanowić to ze Styles'em jednak było całkiem odwrotnie gdyż on najpierw wydawał się być miłym dopiero później pokazał to na co go stać... Ashton'a natomiast poznałam od tej gorszej strony, ale z czasem zaczęłam odkrywać, że tak naprawdę kryje się w nim całkiem inna osoba i nadal nie odpuszczałam sobie postanowienia, że w końcu osiągnę cel i pomogę mu pozbyć się tej gburowatej maski. No dobrze, ale o tym już wiecie, a teraz przechodzę do dalszego opowiadania..
Chłopak powitał mnie, krótkim cześć po czym ukazał zęby w nieśmiałym uśmiechu. Odpowiedziałam mu tym samym i nastała cisza... Nie miałam pojęcia czy mam go zaprosić do środka, no bo w sumie mieliśmy gdzieś wyjść, a teraz stoimy w przejściu jak kołki i żadne z nas się nie odzywa... Już miałam coś powiedzieć i nawet zrobiłam minimalny krok w tył kiedy Ashton stwierdził, że powinniśmy już iść... Kiwnęłam głową, wyszłam z domu, zamknęłam drzwi na klucz i zeszłam za nim po schodach.  Ashton wziął moją dłoń i razem ruszyliśmy, jak to on określił, na spacer.
Przez cały wczorajszy wieczór myślałam, gdzie możemy się wybrać jednak do tej pory nic nie przychodziło mi do głowy. Dopiero gdy wyszliśmy z domu, dostałam olśnienia i zaczęłam się powoli domyślać celu naszej wędrówki. Mimo to postanowiłam nie poruszać tego tematu. Prawdopodobnie dlatego, gdyż sama chociaż po części chciałam mieć niespodziankę... A tak ogólnie rzecz biorąc to nie poruszyliśmy też żadnego innego tematu. Dlaczego?? Ponieważ miałam wrażenie, że chłopak
idący obok mnie jest obecny ciałem, ale nie duchem... Skąd taka myśl? Po prostu chyba dało się odczuć ten niepokój i jakiś rodzaj stresu bijący od niego. Z racji tego, że nie chciałam mu przeszkadzać również szłam w milczeniu i podziwiałam zmieniający się krajobraz, w międzyczasie oddając się własnym myślom. Coraz częściej przyłapuję samą siebie na analizowaniu minionych miesięcy, a każde takie podejście do rozmyślań kończyło się nowymi i całkowicie odmiennymi wnioskami. Tym bardziej w ostatnim czasie kiedy w moje ręce trafił poradnik dla przyszłych mam. Dlaczego właśnie od tamtego momentu? Już wyjaśniam... Otóż w tej jakże przydatnej książce, niemalże w każdym rozdziale podkreślają jak bardzo istotna jest rola ojca w wychowaniu dziecka... Kiedy widzę takie stwierdzenie i to jeszcze pogrubioną czcionką mam ochotę wyrzucić ten cały podręcznik przez okno... I choć  wiem, że za żadne skarby nie mogę wrócić do Harry'ego to z drugiej strony widzę krzyczący napis... "DZIECKO MUSI MIEĆ OJCA!" i się podłamuję... W takich chwilach, w mojej głowie pojawia się lawina wspomnień związanych ze Styles'em, które najpierw przywołują uśmiech na mojej twarzy, ale później przynoszą to co zwykle ból i wrażenie rozdrapywania zabliźniających się już ran. Czasami to wszystko mnie przerasta... Mam dość siebie, swojego życia, świata, w którym przyszło mi żyć. Rzec można, że dopada mnie wtedy typowa handra typowa chandra, jednak ja czuję, że to jest coś więcej... Możliwe, że są to, już kiedyś wspomniane, pierwsze objawy depresji... Nie mam zielonego pojęcia.  I jak na razie nie dane mi było dowiedzieć się niczego więcej, gdyż Ashton oznajmił, że dotarliśmy na miejsce.
 Przez to całe zamyślenie nawet się nie zorientowałam, że... miałam rację... Spokojnym spacerkiem przebyliśmy drogę na wrzosowisko - miejsce naszego pierwszego spotkania. Czyżby Ashton chciał zacząć od początku? (Nie powiem, ale zdobyłby tym u mnie wielkiego plusa...) Tego jeszcze nie wiem, ale mam nadzieję, że wszystkiego się dowiem za chwilkę. Jak na razie skupiłam swój wzrok na oglądaniu widoków... Wprawdzie tym razem nie były one już tak piękne, ponieważ każdy zimny dzień przynosił ze sobą więdniecie kwiatów, brązowienie traw i opadanie liści, aczkolwiek  magiczna aura tego miejsca wprawiała w zachwyt każdego człowieka.
Bez większego zastanawiania usiedliśmy na trawie i zaczęliśmy wpatrywać się w błękitno-szare niebo. Gdzieniegdzie płynęły sobie małe chmurki, więc zajęłam się rozpoznawaniem kształtów, jednak na dłuższą metę nie było to czymś hmmm pasjonującym czy fascynującym.  Milczeliśmy jeszcze przez dłuższą chwilę... Ta cisza zaczynała się w tym momencie robić męcząca, ale kiedy już chciałam przerwać to otępienie, Ashton cichym i niepewnym głosem zaczął mówić...
- Widzisz Camilo kiedy tu przyjechałaś poznałaś mnie od tej złej strony... W dodatku wszyscy
przedstawili Ci mnie jako chłopaka, który wdaje się w bójki, jeździ motorem jak szaleniec i ogólnie sieje spustoszenie w każdym miejscu gdzie się pojawi. Owszem po części mieli rację... Zapewne Twoja ciotka powiedziała Ci, że nie byłem taki od początku, że pewnego dnia coś się stało i zmieniłem całe swoje nastawienie do wszystkiego co mnie otacza. Tu też się w niczym nie pomyliła... Dotychczas nikt nie poznał mojej prawdziwej historii. Zanim jednak zacznę swoją opowieść chciałbym Cię bardzo przeprosić za moje zachowanie podczas naszego pierwszego spotkania i... zaproponować, żebyśmy zaczęli naszą znajomość od początku... - Nie miałam pojęcia co mam powiedzieć... Chociaż spodziewałam się podobnego scenariusza to jednak, kiedy stanęłam przed faktem dokonanym nie byłam w stanie uwierzyć, że to się dzieje naprawdę... Nie mogłam wydusić słowa dlatego też położyłam swoją rękę na dłoni chłopaka i uśmiechnęłam się promiennie... Sam fakt, że za chwilę dokona się coś czego oczekiwałam, co było jakby częścią mojego celu w jakiś sposób sprawił, że oniemiałam... Na szczęście Ashton zrozumiał, że tym gestem wyraziłam swoją zgodę gdyż zaczął mówić... - Dwa lata temu w tym miasteczku była trójka przyjaciół. Dwóch chłopaków i jedna dziewczyna. Ja, Jason i Emily cóż... Byliśmy ze sobą bardzo zżyci... Nie było chwili, której nie spędzaliśmy w swoim towarzystwie... Wspólne wakacje, wypady do kina, imprezy i tym podobne... Zawsze razem bez względu na nic... - do tego momentu jego wyraz twarzy był bardzo neutralny. Jednak po ostatnim zdaniu zatrzymał się, westchnął, i promiennie się uśmiechnął jakby na wspomnienie starych
dobrych czasów. Chwilę później już kontynuował swoją historię, ale nadal z uśmiechem na twarzy. -Któregoś pięknego dnia doszedłem do wniosku, że czuję coś więcej do Em... Postanowiłem jej to wyznać dlatego też kupiłem kwiaty, wystroiłem się jak nie wiadomo jaki elegant i pojechałem pod jej dom. Pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj... Pogoda była piękna... Świeciło słońce, a na błękitnym niebie nie było ani jednej chmury. Jakby nie patrzeć warunki idealnie sprzyjające do wyznania miłości. No więc "wyciągnąłem" Emily z domu pod byle pretekstem i bez żadnych uprzedzeń poinformowałam ją o tym co do niej czuje... – nie sądziłam, że jego uśmiech może być jeszcze większy, ale właśnie mnie o tym uświadomił. -Uwierz mi, że nie jesteś nawet w stanie wyobrazić sobie mojej radości, kiedy ówczesna przyjaciółka stwierdziła, iż odwzajemnia moje uczucia... Zaczęliśmy spotykać się ze sobą częściej tylko sam na sam, ale mimo wszystko staraliśmy się nadal być tak samo zgraną grupą trójki przyjaciół. Jason nie był ani zły, ani przeciwny temu związkowi, wręcz przeciwnie bardzo nam kibicował... Czy mogło być piękniej? Znalazłem miłość swojego życia, a przy tym nie straciłem żadnego z przyjaciół... Tak było przez calusieńki rok... Możesz mi wierzyć lub nie, ale odliczałem ostatnie dni do równej rocznicy gdyż miałem dla Emily wspaniałą niespodziankę... Stwierdziłem, że jesteśmy ze sobą już tak długo, kochamy się najbardziej na świecie i nie widzimy świata poza sobą dlatego też postanowiłem się jej oświadczyć. Nadszedł w końcu ten dzień... Ubrałem się w swój najlepszy garnitur, kupiłem największy bukiet czerwonych róż i najpiękniejszy pierścionek, a następnie udałem się do domu swej ukochanej...
Podekscytowany i szczęśliwy wszedłem do jej domu bez pukania, ani dzwonienia... – zauważyłam jak od tej chwili mina mu coraz bardziej rzednie…Nie miałam nawet pojęcia dlaczego, ale wiedziałam, że za chwilę się dowiem… -Podczas drogi do jej pokoju czułem się jakbym leciał na skrzydłach, ale kiedy otworzyłem drzwi spadłem i to z ogromnym hukiem... Zastałem swoją dziewczynę w sypialni ze swoim najlepszym przyjacielem... Emily znalazła taki sposób na spędzenie naszej okrągłej rocznicy...- tu ponownie się zatrzymał, a ja znałam już odpowiedzi na wszystkie pytania krążące po mojej głowie… Nie wiedziałam czy to już koniec, czy mam się odezwać… Ale nawet jeśli miałabym coś powiedzieć to kompletnie nie wiedziałam co… Zaskoczenie i niedowierzanie ogarnęło cały mój umysł… Jak? Jakim cudem? A przede wszystkim dlaczego?? W moje myśli wkradł się poważny głos Ashton’a. - To właśnie sprawiło, że stałem się taki oschły i zgorzkniały... To właśnie ta sytuacja wyzuła mnie z wszelkich uczuć... Nie byłem w stanie uwierzyć w to, że istnieje prawdziwa miłość. Nie wierzyłem kompletnie w nic. A jeżeli zastanawiasz się co miało miejsce po tym całym zdarzeniu to już Ci odpowiadam... Emily i Jason zamieszkali razem jakby nigdy nic i stali się najwspanialszą parą na świecie... Nawet nie próbowali się tłumaczyć czy...- tu znów zatrzymał się na chwilę, wziął głębszy oddech i całkowicie zmienił temat- Wiesz dlaczego tak bardzo na Ciebie naskoczyłem podczas naszego pierwszego spotkania? - zapytał, a ja pokręciłam przecząco głową, bo tylko na tyle było mnie stać w tamtym momencie - ponieważ z wyglądu jesteście do siebie podobne niemalże jak dwie krople wody. - domyśliłam się, że Ashton zakończył swój monolog gdyż spuścił głowę i przez dobrych kilka sekund w ogóle się nie odzywał. Nadal nie miałam pojęcia jak się zachować... Z jednej strony byłam zaszczycona tym, że Ash obdarzył mnie takim zaufaniem i wyznał całą prawdę, a z drugiej świadomość jak bardzo został skrzywdzony jeszcze bardziej mnie przytłoczyła... Niepewnie podniosłam dłoń i musnęłam palcami kilka kosmyków jego kręconych włosów... Chłopak spojrzał na mnie i delikatnie się uśmiechnął dzięki czemu dodał mi trochę otuchy...
- Hmmm... Ashton... Najpierw chciałabym powiedzieć, że jestem bardzo zaskoczona... Tym, że opowiedziałeś mi jako jedynej swoją historię, ale także jej treścią... Nigdy nie pomyślałabym, że dziewczyny również są zdolne do takich czynów jak ta cała Emily... Mam nadzieję, że po upłynięciu tego roku doszedłeś do wniosku, że to ona nie zasługiwała na kogoś tak wspaniałego jak Ty, a jeżeli jeszcze sobie tego nie uświadomiłeś to robię, to ja! W związku z tym, że Ty podzieliłeś się ze mną swoją historią to i ja postanowiłam Ci coś opowiedzieć, ale to za chwilkę. Przedtem chciałam tylko zaznaczyć, że mimo tego, iż może jesteśmy do siebie podobne z wyglądu to charaktery mamy całkiem odmienne... A teraz... Przyszedł czas na wyznanie czegoś o mnie... Zacznijmy od tego, że chłopak, którego widziałeś na ekranie mojego laptopa ma na imię Harry... Poznaliśmy się w dość nietypowy sposób i ogólnie początek naszych relacji nie był zbyt kolorowy. Uwierz mi, że od pierwszej chwili kiedy się tylko spotkaliśmy nienawidziłam go i nie chciałam mieć z nim nic wspólnego. Jednak los chciał inaczej… Niemalże każdego dnia gdzieś się spotykaliśmy… Nie mam zamiaru wdawać się w szczegóły. – moja mimika również zmieniała się z każdym zdaniem, ale nie mogłam nad tym zapanować… Moja twarz odzwierciedlała każde towarzyszące mi uczucie… -W każdym bądź razie po kilku spotkaniach mniej lub bardziej zaplanowanych postanowiliśmy, że spróbujemy dać sobie szansę jako para.  Byliśmy taką cudowną parą przez jakiś miesiąc i… I po tych czterech wspaniałych tygodniach, przepełnionych wycieczkami, wyjazdami i różnymi atrakcjami mój chłopak również postanowił zrobić mi ogromną niespodziankę, tylko, że ona nie była tak cudowna jak ta, którą przygotowałeś dla Emily. Otóż po miesiącu bycia ze sobą i obiecywania przeróżnych rzeczy, Harry był na tyle wspaniałomyślny, iż zdradził mnie ze swoją byłą dziewczyną... A co w tym wszystkim najwspanialsze? Próbował ten fakt przede mną zataić na różne sposoby... Jednak z racji tego, iż jest członkiem znanego zespołu na drugi dzień już cały świat wiedział o jego "występku", więc mimo wszelakich starań wszystkiego się dowiedziałam... Jak się pewnie domyślasz nie widziałam nawet cienia szansy na to, żebym mu wybaczyła... I wszystko byłoby idealnie gdybym kilka dni później nie dowiedziała się, że jestem z nim w ciąży.... Na początku to do mnie nie docierało, nie mogłam uwierzyć, że zostanę matką w tak młodym wieku... Raz nawet przeszło mi przez myśl, żeby poddać się „zabiegowi” – tu spojrzałam na niego wymownie… Po prostu słowo na „a” nie przechodziło mi przez gardło. - ale wtedy poszłam na cmentarz i porozmawiałam z moją zmarłą mamusią, która w cudowny sposób wybiła mi ten pomysł z głowy. Kiedy już oswoiłam się z tą myślą postanowiłam wyjechać, zmienić numer i już nigdy więcej nie spotkać się z Harrym... Ot i cała moja historia...- Starałam się opowiadać wszystko ze spokojem, niestety nie udało mi się powstrzymać łez. Wprawdzie na moich policzkach pojawiły się tylko dwie krople słonej cieczy mimo wszystko
świadczyły one o tym, że jestem słaba i cały czas przeżywam coś co przecież miało miejsce prawie pięć miesięcy temu... Kiedy już miałam otrzeć łzy, Ashton mnie wyprzedził i już po chwili to jego kciuk dotykał mojej skóry... Przez moje ciało przeszedł delikatny, ale przyjemny dreszcz, którego nie czułam od tak dawna co wzbudziło we mnie niedowierzanie i ogromne zaskoczenie. Nie byłam tylko do końca pewna czy to przez dotyk Ashton'a, czy przez ruchy dziecka, które według poradnika, mogłam już odczuwać... Niestety nie dane było mi się tego dowiedzieć gdyż nic podobnego się już później nie powtórzyło... W każdym bądź razie nie zastanawiałam się nad tym dłużej, ponieważ zaczęłam działać impulsywnie i słuchając wskazówek serca, a nie rozumu. Podniosłam swoją rękę i położyłam na dłoni Ashton'a w chwili kiedy już otarł obydwa policzki. Chłopak spojrzał mi głęboko w oczy, a mi aż zawirowało w głowie... Jeszcze chyba nigdy w życiu nie patrzył na mnie takim przenikliwym wzrokiem... W pozytywnym znaczeniu tego wyrażenia oczywiście... Moje serce zaczęło bić w szybszym tempie i to właśnie na tym zjawisku skupiłam swoją całą uwagę, dlatego też nie zauważyłam jak bardzo zbliżyły się nasze twarze... Nie byłam w stanie tego przedłużać... Jak już wcześniej wspomniałam słuchałam tylko i wyłącznie wskazówek
serca gdyż mój rozum w tamtym momencie tymczasowo się wyłączył... Przysunęłam się jeszcze bliżej i nie czekając ani chwili musnęłam swoimi ustami miękkie wargi Ashton'a... Wtedy przez moje ciało przeszedł już mniej delikatny dreszcz, który zdołał wyczuć nawet Ashton. Po czym to stwierdzam? Po tym jak uśmiechnął się poprzez nasz pocałunek, który trwał i trwał... Oboje
byliśmy spragnieni prawdziwej miłości dlatego wydarzyło się to co się wydarzyło... Co będzie dalej? Tego w tym momencie nie wie nikt...
*********************************************************************************
Witam Was bardzo serdecznie po dłuższej przerwie! Właśnie od tego pragnę zacząć... Rozdział nie pojawił się w sobotę ponieważ... W tym momencie mogłabym wymienić wiele powodów, bo ostatnio bardzo dużo się u mnie dzieje, ale chcę być z Wami szczera i napiszę caluteńką prawdę otóż byłam bardzo cierpliwa... Czekałam z gotowym rozdziałem już od dłuższego czasu na komentarze i w ogóle, ale nie pojawiało się nic... Przez tydzień nie pojawił się ani jeden komentarz... Byłam wściekła i fochnięta... Stwierdziłam, że na razie to rzucam...  Nie wiem na ile, nie wiem na kiedy, ale musicie mieć jakąś nauczkę... Później pomyślałam, że prawdopodobnie nikt nie zauważy braku działalności na blogu, bo nikt go nie czyta i jeszcze bardziej utwierdzałam się w przekonaniu żeby nic nie pisać i nie publikować... Aż do wczoraj... Komentarz Forever Yours i nowej czytelniczki przywrócił mi wiarę w Was więc postanowiłam dłużej nie zwlekać i... oto jest dwudziesty szósty rozdział z wieloma wyjaśnieniami... Dosłownie wyłam jak go pisałam więc myślę, że jest całkiem dobry, ale moje zdanie tu liczy się najmniej więc... Proszę Was o to abyście już po otrząśnięciu się, przyswojeniu wszystkich informacji i oderwaniu wzroku od gifów z przeboskim Ashton'em napisały chociaż kilka słów z własną opinią gdyż to wiele dla mnie znaczy!!! Nie wiem co mogę tu jeszcze napisać... Pytań chyba nie muszę zadawać, bo po takim rozdziale to komentarz sam się piszę bez żadnych pomocy od autora więc... ja teraz siedzę i czekam na jakiś odzew od Was... Mam nadzieję, że nie zmusicie mnie do kolejnych fochów i "zawieszeń"! Pragnę zadedykować ten rozdział  Darii Wojdak, no i oczywiście Forever Yours również zasługuję na dedykację!!! Myślę, że Was nie zawiodłam... <3 
Pozdrawiam wszystkich czytelników i jeszcze raz namawiam do pisania komentarzy... Dla Was to tylko kilka minut, a dla mnie godziny, a nawet dni radości, ekscytacji i motywacji do dlaszego tworzenia!!! Przesyłam uściski i całusy!!! <3 



Aleksandra *o*