sobota, 22 sierpnia 2015

Rozdział dwudziesty dziewiąty

*Camila* NASTRÓJ

Dzisiejszy dzień dla mnie rozpoczął się dopiero po godzinie dziesiątej. Wstałam tak późno, ponieważ moje wczorajsze złe samopoczucie oraz niepokój o najbliższych spowodowały bezsenność... Nie pamiętam dokładnie, o której padłam z wyczerpania, ale jednego jestem pewna - mocny sen był czymś, czego od dawna bardzo potrzebowałam... Wstałam wypoczęta i mimo tego, że pozostał jeszcze ten strach, to patrzyłam na wszystko w jakiś odmienny sposób. Zwlekłam się z łóżka i  podeszłam do okna. Oparłam dłonie o zimny parapet i oddałam się swoim rozmyślaniom… Przypomniał mi się dzień, w którym się tutaj pojawiłam… Jak po rozpakowaniu swoich rzeczy stanęłam w tym samym miejscu i po raz pierwszy ujrzałam Ashton’a… Aż dziwne, że od tamtego momentu tyle zdążyło się już wydarzyć… W moje myśli wkradł się odgłos burczącego brzucha. Chwilę zajęło mi uświadomienie sobie, że jestem jedyną osobą w pokoju oraz że to moje własne kiszki grają tego żałosnego marsza. Byłam tak piekielnie głodna, że bez dłuższego namysłu opuściłam pomieszczenie i powędrowałam do kuchni bez przebierania czy czesania się... Otworzyłam lodówkę i wyciągnęłam z niej produkty, które w żaden najmniejszy sposób do siebie nie pasowały, może nie aż tak jak mleko z ogórkami, ale dość podobnie. Wprawdzie czytałam już o dziwacznych zachciankach w ciąży, ale tego sama się po sobie nie spodziewałam... Po skomponowaniu z tego jakiejś całości i jej skonsumowaniu wróciłam do pokoju w celu ogarnięcia się. Wyjęłam z szafki niedawno zakupione ubrania  i poszłam do łazienki. Spędziłam tam ponad trzydzieści minut gdyż musiałam wziąć szybki prysznic, umyć włosy, zrobić delikatny makijaż i się ubrać... W każdym razie efekt był zadowalający. Po raz ostatni przejrzałam się w lustrze i wróciłam do pokoju. Nie jesteście w stanie sobie wyobrazić mojej miny, gdy ujrzałam Ashton'a na moim łóżku. Zaskoczenie i jednoczesna radość wymalowana na mojej twarzy musiała wyglądać dość ciekawie...
- Witaj moja droga! Przyszedłem zapytać jak się czujesz, bo oczywiście nie raczyłaś wysłać nawet SMS-a. - powiedział i zmierzył mnie swoim wzrokiem od stóp do głów. - a tak poza tym to bardzo ładnie wyglądasz...
Oczywiście po tych ostatnich słowach na moich policzkach nie omieszkał pojawić się rumieniec, jednak Ashton zdawał się tego nie zauważać.
- Witaj Ash! Przepraszam, ale miałam dzwonić w razie czegoś, a z racji tego, że nic się nie działo to milczałam. Tak czy siak bardzo mi miło z tego powodu, że przyszedłeś i osobiście zapytałeś o moje samopoczucie. Już udzielam odpowiedzi. Wszystko jest w jak najlepszym porządku. A no i dziękuję za komplement... Tak poza tym, to kto cię tu wpuścił?
- Sam wszedłem... Kiedyś mówiłaś, żebym czuł się tutaj jak u siebie w domu i teraz postanowiłem to wykorzystać... - zaśmiał się, a jego śmiech był tak zaraźliwy, że od razu mu zawtórowałam.
- Czy nie uważasz, że ostatnio spotykamy się zbyt często? - zapytałam w momencie, kiedy już się opanowałam... Wprawdzie sama się nad tym jakoś głębiej nie zastanawiałam, ale rzeczywiście od pamiętnego dnia na wrzosowisku widzimy się niemalże codziennie. Nie żeby mi to w jakiś sposób przeszkadzało, tylko... Dla niektórych osób typu mamy Ashton’a czy mojej cioci może wydawać się to podejrzanie...
- Nie uważam, że spotykamy się zbyt często. Ja mógłbym spędzać z tobą całe dnie, a nawet i noce, gdyby była taka potrzeba...
Na moje policzki wystąpił rumieniec o mocniejszym odcieniu... Nie mam pojęcia jak to odebrać... Nasze relacje od kilku dni nie przypominają tych między dwójką przyjaciół, a mimo to chyba nie jesteśmy parą... Sama nie wiem czego chcę... Wydaje mi się, że tak jest w porządku, ale z drugiej strony najwyższa pora podjąć jakąś decyzję... Tylko cztery miesiące dzielą mnie od przyjścia na świat mojego maleństwa... Dla jednych to sporo, dla innych znów nie tak dużo... Mimo wszystko nie wiem, czy mogę poruszyć ten temat... W momencie kiedy już decydowałam się zadać konkretne pytanie, rozległo się pukanie do drzwi mojego pokoju. Ciocia w pracy, Ashton jest ze mną... Mimowolnie ciarki przeszły mi po plecach... Nie spodziewałam się żadnych gości i... zanim zdołałam cokolwiek powiedzieć czy zrobić, Ashton już otwierał drzwi. W progu ujrzałam Natalie, na jej twarzy malował się niepokój, przez co przypomniałam sobie wczorajszą akcję z telefonami i automatycznie sama zaczęłam się martwić... W każdym razie miałam rację, myśląc, że coś się stało...
Jakby nie patrzeć, samotny przyjazd Natt, w dodatku w środku tygodnia, nie mógł wróżyć niczego dobrego…
Mój dobry humor ulotnił się w mgnieniu oka, a zastąpił go strach... Zaprosiłam niepewnie przyjaciółkę do mojego pokoju. Dziewczyna usłuchała mojej prośby i już po chwili siedziała obok mnie... Drżącym głosem spytałam o co chodzi, jednak Natt nie chciała nic mówić. Spojrzała najpierw na mnie, później znaczącym wzrokiem na Ashton’a… Wtedy domyśliłam się, że dopóki mój sąsiad nie opuści tego pomieszczenia, to niczego się nie dowiem… Przez chwilę się wahałam z tym, jak mam postąpić, ale ciekawość i niepokój wzięły górę nad „miłością”. Wzięłam głęboki oddech i w miarę spokojnym tonem oznajmiłam chłopakowi, że ja i Natt musimy zostać sam na sam… Ashton bardzo niechętnie opuścił mój pokój. Chyba również domyślił się, że coś jest nie tak, a z racji tego, że oficjalnie nominował się na mojego ochroniarza, nie uśmiechał mu się fakt, że musi zostawić mnie samą… Czyżby wyczuł jakieś zagrożenie… Może nie będzie aż tak źle… Zaraz wszystkiego się dowiem… Jednak najpierw musiałam dogonić Ash’a i odprowadzić pod same drzwi…

***

- Jak coś to dzwoń... - po raz kolejny powtórzył Ashton, przez co ja o mało nie dostałam szału. Od pięciu minut próbuję "wygonić" go z mojego domu, żebym mogła w spokoju porozmawiać z moją przyjaciółką, a ten w kółko tylko "Jakby coś to dzwoń." Zrozumiałam już za pierwszym razem, że dla mnie zawsze jest do dyspozycji, jakkolwiek głupio by to nie brzmiało... W końcu udało mi się zamknąć za nim drzwi. W tym samym czasie Natalie krzątała się po kuchni. Weszłam do pomieszczenia i czujnym wzrokiem spojrzałam na przyjaciółkę... Zauważyłam, że jej każdy mięsień jest spięty do granic możliwości… Ponadto jej wzrok jest rozbiegany, jakby się czegoś bała…
Nigdy nie była dobra w ukrywaniu swoich emocji. Kiedy coś się stało, od razu było to po niej widać... Nawet kiedy byłyśmy małymi dziewczynkami, Natalie całą swoją osobą oznajmiała, że coś przeskrobała, nawet wtedy, gdy nie wypowiadała żadnego słowa.  Boże daj siły, bo dłużej nie wytrzymam tej niewiedzy i niepokoju.
- Możemy iść do pokoju. Twój kubek to ten w serduszka... - powiedziała cicho tym samym wkradając się w moje i tak poplątane myśli i wspomnienia. Chwyciłam kubek i powolnym krokiem szłam po schodach. Chwila. Jeszcze raz przeanalizowałam przed chwilą wypowiedziane zdania Natt. W mojej głowie pojawiło się pytanie, które postanowiłam od razu zadać…
- A co za różnica z tymi kubkami?? 
Dziewczyna przez chwilę skupiła swój wzrok na mnie, westchnęła głęboko i po krótkim zastanowieniu odparła:
- Bo tobie zaparzyłam melisę, a sobie herbatę owocową... 
Czyli tak, jak myślałam, coś jest na rzeczy. Przecież wszyscy wiedzą, że melisa ma działanie uspokajające… Czyli coś się stało… Wiem, że takie powtarzanie się może być irytujące, ale uwierzcie mi, że uświadamianie tego kilka razy na minutę też nie jest cudownym uczuciem... Dotarłyśmy do pokoju i w milczeniu zajęłyśmy miejsca - jedna na łóżku, druga na obrotowym krześle przy biurku. Po upiciu łyka parującej cieczy Natt zaczęła mówić.
- Camila, miałam ci to wszystko opowiedzieć wczoraj przez telefon, dlatego dzwoniłam… Na szczęście w ostatniej chwili stwierdziłam, że lepszym wyjściem będzie, jeżeli przyjadę i będę przy tobie podczas przekazywania tych wszystkich informacji - nie powiem, ale z każdą chwilą czułam się coraz bardziej przerażona... Sprawa tak wielkiej wagi, że Natt pofatygowała się do mnie, nie patrząc na żadne przeciwności... W mojej głowie od razu zaczęły się tworzyć najczarniejsze scenariusze… Tak, to też wiem… Straszna ze mnie panikara, ale taka już jestem i raczej się nie zmienię… Ale nie cechy mojego charakteru są tu teraz najważniejsze!  Ja chcę się w końcu dowiedzieć o co tutaj chodzi! - Tak jak ci wspominałyśmy z Mandy podczas ostatniego pobytu, chłopcy wrócili z trasy wcześniej... Uwierz mi, że Styles miał naprawdę wspaniały plan co do przeprosin i całego wytłumaczenia, naprawdę... Gdybyś tylko była w domu, to wszystko by się udało… Jednakże kiedy Harry nie zastał cię w twoim mieszkaniu i dowiedział się, że wyjechałaś, wpadł w szał… Pokazał, że jeśli mu na czymś zależy, to jest zdolny do wszystkiego - w tym momencie pokazała mi swoje nadgarstki, na których widniały żółto-fioletowe siniaki. Na ten widok moje oczy przybrały rozmiar piłeczek pingpongowych. Nie wiedziałam czy mam to jakoś skomentować, ale po chwili Natt kontynuowała – Przyjechał do mnie i chciał zdobyć twój adres… Ja jako prawdziwa przyjaciółka sprzeciwiłam mu się… Już wtedy byłam przerażona, ale potem było już tylko gorzej… Styles złapał mnie za nadgarstki i zaczął tarmosić mną jak workiem kartofli krzycząc przy tym niemiłosiernie głośno... Myślał, że w ten brutalny sposób uda mu się wydusić ze mnie jakiekolwiek informacje – prychnęła, ale widziałam, że wspomnienia nadal wzbudzają w niej strach… - Gdyby nie Niall, nie mam pojęcia jakby się to wszystko potoczyło... Ale... Ekhm... Nie jestem tu po to, żeby jeszcze bardziej nastawiać cię przeciwko niemu... Możliwe, że do tej pory tak to brzmiało, ale mój cel jest całkiem odwrotny… Chciałam ci powiedzieć, że Harry naprawdę cię kocha i żałuje tego, co zrobił… Pokazał na co go stać i mniejsza już o to, że trochę na tym ucierpiałam… Jedno jest pewne, że gdyby ktoś zrobił taką zadymę z mojego powodu, bez zastanowienia bym mu wszystko wybaczyła… I gdyby to nie pokomplikowało jeszcze bardziej, to możliwe, że w jakiś sposób wy byście się pogodzili i rozpoczęli nowy rozdział w swoim życiu. – Mój Boże… On jej coś zrobił, on ją przeciągnął na swoją stronę… Jak Natt może wygadywać takie głupoty po tym, jak ten psychopata dosłownie na nią napadł… Teraz to już w stu procentach jestem pewna, że nie dopuszczę do naszego spotkania… Choćbym miała uciekać do końca swojego życia… Harry omal nie pobił mojej przyjaciółki… Jak w ogóle mogłam być z kimś takim… A z kim jesteś teraz? Ashton na twoich oczach pobił Jason’a i to prawie śmiertelnie… Ashton mnie bronił! Gdyby nie on, nie wiadomo, co stałoby się w tej uliczce… Starałam się stłumić ten cichy szept w mojej głowie, ale nie wychodziło mi to najlepiej… A Harry chciał tylko ciebie odnaleźć… Poza tym takie argumenty nie są najbardziej korzystne, gdyż nie zmieniają faktu, że Ashton nie jest święty i w każdej chwili może stracić kontrolę…
- Zamknij się do cholery! – wrzasnęłam i dopiero po chwili dotarło do mnie, że te słowa dosłownie wyleciały z moich ust… Natalie spojrzała na mnie z jeszcze większym przerażeniem…
- Przepraszam cię… Nie powinnam snuć takich niestworzonych historii – powiedziała skruszona… Aż mi się gorąco zrobiło…
- To ja cię przepraszam… Nie bierz tego do siebie słońce… Ja po prostu próbowałam uciszyć ten piekielny głos w mojej głowie… Przepraszam… - Przerażenie w jej ochach zamieniło się w zmartwienie…
- Chyba powinnam ci oszczędzić dalszych informacji… - odparła, przyglądając mi się z niepokojem wymalowanym na twarzy… No tak… Brakowało mi tylko tego, żeby moja przyjaciółka myślała, że jestem chora umysłowo… A może rzeczywiście jestem? Może powinnam udać się do jakiegoś psychologa… Wprawdzie niedługo mam wizytę kontrolną w szpitalu, ale może powinnam się wybrać do lekarza wcześniej… Muszę to jeszcze przemyśleć…
I chociaż chciałam przytaknąć Natt… I chociaż nie chciałam słuchać już niczego więcej, bo nie wiedziałam jakie mogą być tego skutki, to mimo wszystko się przełamałam i poprosiłam, żeby dokończyła…
- Skoro chcesz to... – przełknęła głośno ślinę i spojrzała na mnie... Miałam świadomość tego, że teraz Natt przekaże mi tak straszną wiadomość, jakby była kulminacją tych wszystkich z ostatnich miesięcy… Mimo to gestem dłoni pokazałam, żeby kontynuowała. – Cami tego samego dnia w domu Harry’ego zawitała Caroline. – pomińmy fakt, że na sam dźwięk jej imienia mam mdłości i słuchajmy dalej… Oddychałam bardzo głęboko w celu uspokojenia się, ale to co usłyszałam sprawiło, że wypuściłam całe powietrze i zamarłam - Ona jest... w czwartym miesiącu ciąży... I... zaszantażowała Styles’a – w tym momencie znów zerknęła w moją stronę… Nie byłam w stanie zrobić nic… Zapomniałam nawet jak się oddycha… Ta wiadomość była jak kopnięcie z całej siły w brzuch… Dopiero w chwili, gdy poczułam, że nie wytrzymam dłużej wzięłam głęboki haust powietrza i powstrzymując łzy zadałam pytanie. 
- W jaki sposób? - zapytałam, choć dobrze wiedziałam, że nie chcę tego słyszeć... 
- Postawiła mu ultimatum, albo uznaje dziecko, albo ona rujnuje mu karierę... - Natalie odstawiła kubek i zajęła miejsce obok mnie…

- Wybrał tą pierwszą opcję, prawda? – spytałam ponownie. Dziewczyna tylko skinęła głową i podała planowaną datę ich ślubu... Czternasty lutego - walentynki - święto zakochanych... To takie romantyczne, że aż się chce rzygać… Wtuliłam się w ramiona przyjaciółki i zaczęłam łkać... To nie tak miało być... To nie ja miałam tak bardzo cierpieć...  Wszystkie zabliźnione rany znów zostały rozdrapane, a nawet przypuszczam, że przybyło wiele świeżych... I znów to znajome ukłucie w sercu zapierające dech... Miałam ochotę krzyczeć, wrzeszczeć, tupać, wierzgać... W mojej głowie cały czas wirowały te wszystkie informacje... Natalie głaskała mnie po włosach, a także górnej części pleców, co działało na mnie odrobinę kojąco… Mimo to po chwili odsunęłam się od niej, wtuliłam twarz w poduszki i dosłownie zaczęłam piszczeć, aż do zdarcia gardła… Wyczerpana, zrozpaczona i zapłakana zasnęłam…  Moje sny były przepełnione wspomnieniami i marzeniami związanymi z osobą noszącą nazwisko Styles... Był to zlepek przeróżnych historii kompletnie się ze sobą nie łączących... Jedna z nich przedstawiała scenkę, w której brałam udział ja, Harry i mała dziewczynka. We troje wędrowaliśmy po jakiejś rozległej plaży, trzymając się za ręce... Ach... Gdybym mogła się już nie obudzić...