sobota, 21 lutego 2015

Rozdział dziesiąty cz. 1

Komentując okazujesz szacunek autorowi!!!  *.*

2 tyg. później (Włącz)

Właśnie dziś mija pierwsza rocznica od śmierci mojej mamy. Może właśnie dlatego śniły mi się dzisiaj same koszmary... To na pewno przez dręczące mnie wspomnienia... Kiedy tylko zamknę oczy widzę JĄ... Ale nie taką jak zawsze -  promiennie uśmiechniętą, pełną życia. Widzę ją w dniu śmierci... Bladą, wymizerowaną, leżącą na łóżku... Po jej policzkach płyną łzy... Zawsze była silna i nie okazywała bólu, ale wtedy już nawet morfina nie była w stanie uśmierzyć jej cierpienia... Pamiętam jak lekarz podszedł do nas i powiedział dokładnie te słowa: "Walka skończona... Przegraliśmy... Radzę pożegnać się z nią jak najszybciej". W tamtej chwili myślałam, że bez żadnych skrupułów rzucę się na niego i wydrapię mu oczy... Jak można przekazywać takie informacje w tak oschły sposób... Dobrze, że obok mnie był mój tata, który mnie powstrzymał.
 Złapał moją dłoń i powolnym krokiem weszliśmy do sali. Usiedliśmy obok łóżka mamy. Cały czas płakała... Z naszych oczu również zaczęły płynąć ogromne łzy... Nie mogliśmy pogodzić się z tym, że odchodzi... Że już jej nigdy nie zobaczę. I choć wiedziałam, iż tak dla niej będzie lepiej. Zakończy się jej męka i ból, za żadne skarby nie chciałam, żeby nas opuszczała. Nieśmiało położyłam swoją dłoń na jej policzku i delikatnie otarłam jej łzy. Mama uśmiechnęła się blado, zamknęła oczy i już ich nie otworzyła... W momencie aparatura do której była podłączona zaczęła wydawać z siebie jednostajny dźwięk, który zagłuszyłam swoim głośnym szlochem.  Tata natychmiast wyprowadził mnie z sali. Od tamtej chwili nie miałam pojęcia co się ze mną dzieje... Wiedziałam tylko, że dostałam jakieś silne leki. Niby funkcjonowałam normalnie, ale nic nie było w stanie do mnie dotrzeć... Kilka dni później odbył się pogrzeb... Z tamtego dnia pamiętam tylko tyle, że moje przyjaciółki nie opuszczały mnie na krok podczas ceremonii. a po powrocie do domu tata sięgnął po pierwszą butelkę... I to stało się normalnością...


Dosłownie za pięć minut przyjedzie po mnie Harry i razem jedziemy na cmentarz... Uparł się, że nie zostawi mnie samej w trudnym dla mnie dniu. Może nie okazywałam mu tego w jakiś szczególny sposób, ale w głębi serca byłam mu ogromnie wdzięczna. Podeszłam do lusterka i kolejny raz się w nim przejrzałam. Muszę z bólem przyznać, że jeszcze nigdy tak strasznie nie wyglądałam. Przepłakana noc dała się we znaki... Podkrążone oczy były bardzo dobrze widoczne, ponieważ nie trudziłam się z makijażem... Wiedziałam, że na dziś nie koniec łez więc malowanie nie miałoby najmniejszego sensu. W dodatku każdy element mojego stroju był czarny... Szczerze mówiąc to trochę się bałam, że gdy Harry zobaczy mnie w takim stanie, ucieknie gdzie pieprz rośnie twierdząc, że ujrzał śmierć, albo jeszcze coś gorszego.  Niespodziewanie w moim domu zabrzęczał dzwonek... Tym razem zeszłam powoli, bez większego entuzjazmu... 
- Hej Cami! Możemy jechać... - usłyszałam kiedy tylko otworzyłam drzwi. 
Skinęłam głową, nawet się nie witając. Zamknęłam dom i poszłam za Harrym w stronę auta.
Loczek jak zawsze otworzył przede mną drzwi, ale tym razem nie uśmiechnęłam się tylko od razu zajęłam swoje miejsce. Chwilę później już jechaliśmy na cmentarz... W aucie panowała cisza... Ani
ja, ani Harry nie próbowaliśmy nawiązać jakiejkolwiek rozmowy... Radio również nie zostało włączone... Za to też byłam wdzięczna Harry'emu. Był wyrozumiały i wiedział czego akurat w danym momencie potrzebuję... Teraz w pełni mogłam oddać się wspomnieniom. A tego pragnęłam najbardziej. Wpatrując się w płynące po szybie krople przypominałam sobie najpiękniejsze chwile z mamą. Nim się spostrzegłam, stanęliśmy przed "moją kwiaciarnią"... Miałam ochotę ucałować Harry'ego w policzek, ale nie zrobiłam tego. Za to blado się uśmiechnęłam, co było nie lada wyczynem, i wyszłam z samochodu. Szybkim krokiem weszłam do kwiaciarni.
- Dzień dobry. Dziś poproszę dziesięć błękitnych róż - powiedziałam lekko zachrypniętym głosem. 
- Dzień dobry. Poczekaj dziecinko muszę pójść na zaplecze... - odparła starsza kobieta i zniknęła w głębi pomieszczenia. Po chwili znów pojawiła się za ladą i podała mi bukiet. W ekspresowym tempie zapłaciłam za róże. Następnie pożegnałam się i wyszłam... Kiedy tylko wsiadłam do samochodu Harry spojrzał na kwiaty w moich dłoniach... 
- Zawsze zastanawiałem się dlaczego na tym nagrobku leżą tylko i wyłącznie błękitne róże... Nigdy w innym odcieniu, nigdy inne kwiaty...
Uśmiechnęłam się... Kolejne wspomnienie przemknęło przez moją głowę.
Około pięcioletnia dziewczynka wbiegła do dużego pokoju i wskoczyła na kolana swojej mamy. Kobieta przerwała naukę roli i objęła córkę swoimi ramionami... Tata siedział w fotelu i czytał jakąś starą książkę... Na małym stoliku stał kryształowy wazon, a w nim błękitne róże...
- Mamusiu, a cemu tu zawse są te same kwiatki? - spytała nagle dziewczynka. Rodzice spojrzeli na siebie i promiennie się uśmiechnęli...
- Wiesz słoneczko z tym się wiąże jedna piękna historia... Dokładnie sześć lat temu była premiera spektaklu, w którym grałam główną rolę. Po skończonym przedstawieniu wszyscy się rozeszli, ale na widowni został jeden pan. Pan, którego już dobrze znałam, a był nim Twój tatuś. Siedział w pierwszym rzędzie z ogromnym bukietem błękitnych róż. Kiedy tylko wyszłam z garderoby i podeszłam do Twojego tatusia, on uklęknął i mi się oświadczył - odpowiedziała kobieta cały czas się uśmiechając.
- Od tamtej pory błękitne róże są ulubionymi kwiatami Twojej mamy - dopowiedział mężczyzna, po czym odłożył książkę, dosiadł się do swojej żony i córeczki, i mocno je przytulił...
- Będę miał możliwość dowiedzieć się jaki jest tego powód - usłyszałam głos Harry'ego dobiegający "zza światów". Popatrzyłam w jego stronę i westchnęłam głęboko.
- To były ulubione kwiaty mojej mamy - odparłam cicho powstrzymując się od ponownego wybuchnięcia płaczem. 
Loczek położył dłoń na mojej ręce i skupił wzrok na drodze, ponieważ w tym momencie ponownie ruszyliśmy.  Już po chwili byliśmy na miejscu. Wyszliśmy z samochodu i trzymając się za ręce weszliśmy na cmentarz. Powoli przeszliśmy przez kilka uliczek, aż w końcu dotarliśmy do tej "odpowiedniej". Ławeczka, na której zawsze przesiadywałam była już zajęta... Była zajęta... przez mojego tatę... Ubranego w czarny garnitur, płaczącego jak dziecko. Uścisnęłam mocniej dłoń Harry'ego i gwałtownie wciągnęłam powietrze... To był dla mnie ogromny szok. Nie wiedziałam jak mam się zachować... Nie miałam pojęcia jakim cudem on się tu znalazł... Nie byłam w stanie stwierdzić czy jest trzeźwy choć wszystko na to wskazywało. W końcu wypuściłam silną dłoń zielonookiego chłopaka i odważyłam się nieśmiało podejść przed grób. Położyłam na nim kwiaty po czym zaczęłam odmawiać modlitwę. Czułam na sobie wzrok Harry'ego, ale także spojrzenie mojego ojca. Przyznam szczerze, że to mrowienie w karku nie było najprzyjemniejsze. Kiedy skończyłam się modlić, nie patrząc na nic usiadłam obok mężczyzny i tak samo jak on rozpłakałam się. Schowałam swoją twarz w dłoniach i poczułam jak mój ojczulek obejmuje mnie swoimi silnymi ramionami... Poczułam znajomy zapach jego perfum... Od razu uświadomiłam sobie jak bardzo mi go brakowało... Jak bardzo za nim tęskniłam, a nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy... Tata "wtulił" swoją twarz w moje włosy i powtarzał szeptem tylko trzy słowa "Moja kochana córeczka". Cała sytuacja była dla mnie jakimś wstrząsem emocjonalnym... Dopiero kiedy się trochę uspokoiłam, nieśmiało podniosłam głowę i spojrzałam prosto w błękitne oczy taty. Powoli uniosłam swoją dłoń i kciukiem starłam łzy z jego policzków... Mężczyzna ujął moją rękę swoimi palcami i niespodziewanie zaczął mówić.  
- Przepraszam Cię... Przepraszam Mój Najdroższy Skarbie... Przepraszam, za to, że zamiast wspierać Cię i pomagać sam upadłem tak nisko... Już wszystko wróciło do normy... Przestałem pić... Znalazłem pracę... Od dwóch miesięcy jest już całkowicie normalnie... Po prostu nie byłem w stanie odszukać Cię i do Ciebie przyjechać... Bałem się Twojej reakcji na mój widok... Myślałem, że całkowicie mnie
znienawidziłaś - każde słowo wypowiadał drżącym głosem, a po jego policzkach znów zaczęły płynąć łzy... Jego wypowiedź wprawiła mnie w osłupienie. Przez dłuższą chwilę nie byłam w stanie powiedzieć nic. Zbierałam myśli, aż w końcu zdołałam z siebie coś wydusić... 
- Tato... Jak mogłeś tak myśleć... Przecież wiesz, że oferowałam Ci moją pomoc, ale Ty nigdy nie chciałeś jej przyjąć twierdząc, że wiesz lepiej co jest dla Ciebie dobre.... Kocham Cię najbardziej na świecie, bo mimo wszystko jesteś moim ojcem! Każdy czasem upada... Każdy czasem błądzi... Ale człowiek zawsze zasługuje na drugą szansę... 
Tata znów mocniej mnie uścisnął... 
- Kiedy Ty wyrosłaś na taką mądrą i piękną kobietę co? - spytał z cieniem uśmiechu na twarzy... Zachichotałam cicho i od razu odpowiedziałam:
- Mówisz jakbyś nie widział mnie przez kilka lat, a nie kilka miesięcy... 
- Może dla Ciebie to było tylko kilka miesięcy, ale dla mnie to była wieczność
Znów wtuliłam się w niego i ponownie zaciągnęłam się perfumami, które przywołały kolejne wspomnienia... Nagle przez głowę przeleciała mi pewna myśl. Nie zastanawiając się nad nią dłużej wypowiedziałam ją na głos.
- Tatku, a może wpadłbyś do mnie na obiad co?
Tata odsunął mnie na długość swojego ramienia i spojrzał na mnie załzawionymi oczami.
- Oczywiście... Z wielką przyjemnością...! - odpowiedział rozentuzjazmowany i ponownie mocno mnie uścisnął.
- To ja nie będę przeszkadzał... Pa Cami, do widzenia... - usłyszałam za sobą zachrypnięty głos mojego przyjaciela. O Mój Boże! Kompletnie o nim zapomniałam. Wstałam gwałtownie i zrobiłam krok w jego stronę...
- Przepraszam Cię Harry... Będzie mi bardzo miło jeżeli Ty również pojawisz się na obiedzie. - powiedziałam na jednym wydechu i popatrzyłam na niego oczami niczym kota ze Shrek'a.
Harry tylko się zaśmiał. Odebrałam to jako zgodę dlatego też wzięłam tatę za rękę i razem wyszliśmy z cmentarza...
- Córciu może w końcu przedstawisz mi swojego chłopaka... - odezwał się nagle tata, a ja aż przystanęłam. I co teraz?? Już miałam zaprzeczyć, ale coś, a raczej ktoś mnie powstrzymywał.
- Nazywam się Harry Styles i bardzo miło mi pana poznać. - usłyszałam szybką odpowiedź ze strony zielonookiego. Chłopak spojrzał na mnie i promiennie się uśmiechnął, po czym podał dłoń mojemu ojcu. Na twarzy mężczyzny nagle pojawił się szeroki uśmiech.
- Peter Evans. Mnie również...
Czy mnie wzrok nie myli czy właśnie mój tata poznał mojego przyjaciela i uważa go za mojego
chłopaka... Bardziej zagmatwane to być nie mogło. Czemu nie zaprzeczyłam od razu! Czemu znów ktoś myśli, że jestem w związku ze Styles'em!!!
- Aniołku to Wy jedźcie razem, a ja pojadę za Wami... Przecież jeszcze nigdy nie byłem w Twoim nowym mieszkaniu - oznajmił mój tata i wsiadł do samochodu.
Oczywiście bez żadnych sprzeciwów zajęłam miejsce po stronie pasażera w aucie Harry'ego. Nadal byłam lekko oszołomiona tym co się ostatnio wokół mnie dzieje. Zielonooki usiadł za kierownicą i powoli ruszył... Najpierw jechaliśmy w ciszy, ale zauważyłam że Harry zamierza mi coś powiedzieć dlatego też cierpliwie czekałam. Atmosfera w aucie robiła się coraz gęstsza.... Loczek mocniej zacisnął swoje palce na  kierownicy, westchnął głęboko no i w końcu się odezwał...
- Tak sobie myślę, że skoro większość znajomych uważa, że jesteśmy parą to może... - zawahał się, ale po chwili szybko dokończył - może rzeczywiście powinniśmy nią zostać.
Jego słowa wbiły mnie w fotel... Niby taka myśl kilka razy pojawiła się w mojej głowie, ale nigdy nie sądziłam, że "ujrzy światło dzienne"... Chyba dzisiejszy dzień nie przestanie mnie zaskakiwać... Harry wbił swój wzrok w moją twarz i oczekiwał jakiejkolwiek odpowiedzi... Nie wiem czy to dobry pomysł... Znamy się tylko miesiąc... Niektórzy powiedzieliby pewnie: "Tylko?? Raczej aż!"
Co robić? Co wybrać? Tak czy nie?? Niby proste, ale jednak... dość trudne... Mamusiu kiedy poprosiłam Cię o pomoc, obok mnie na cmentarzu pojawił się Harry. Czy to oznacza, że mogę w pełni mu zaufać i być z nim??  Spojrzałam w jego stronę, a on nie odrywał ode mnie wzroku.
- Harry ja... Nie wiem co mam Ci odpowiedzieć... Szczerze mówiąc to... Nie byłam jeszcze w
żadnym związku i trochę się tego obawiam, ale z drugiej strony mam wielką ochotę spróbować czegoś nowego i...
- Daj nam szansę... Spróbujmy... Zobaczmy... Może akurat nam się uda... - powiedział bardzo przekonująco... Na co ja kiwnęłam głową, uśmiechnęłam się i pocałowałam go w policzek.
*********************************************************************************

Hej, Haj, Helooł! Zaskoczeni?? Mam nadzieję, że chociaż trochę... Nie wiem jak Wy, ale ja przy pisaniu tego rozdziału wyłam jak bóbr... Każde zdanie wywoływało u mnie tyle emocji, że to aż straszne... No, ale ten fakt pomińmy, bo nie o moich przeżyciach mamy tu "rozmawiać", a o kolejnym rozdziale... No więc...
Duuuużo zmian nastąpiło nieprawdaż?? Camila po półrocznej "przerwie" pogodziła się ze swoim tatą... No i... zgodziła się zostać dziewczyną Harry'ego! Hip! Hip! HURRA!!! Mam wrażenie, że tylko ja się tym wszystkim tak bardzo emocjonuję...
Pod ostatnim rozdziałem pojawiło się aż sześć komentarzy... Jestem z Was taka dumna! Znowu się będę powtarzać z tym, że mnie motywujecie do dalszego działania i w ogóle, ale taka jest po prostu prawda!!! Więc! Z tego miejsca chcę Wam wszystkim baaaardzo podziękować i prosić o jeszcze więcej:
* komentarzy
*głosów
* obserwacji
* poleceń mojego bloga!
Rozdział z dedykacją dla Verba Drozda! <3 Dziękuję za każdy komentarz i tyle miłych słów dotyczących rozdziałów!
Dooobra chyba będę już kończyć, bo całkowitą wenę przeznaczam na kolejne rozdziały, a na notki mi jej nie starcza, dlatego już się z Wami żegnam! JESZCZE RAZ ZA WSZYSTKO BARDZO DZIĘKUJĘ I PRZYPOMINAM O WYŻEJ WYMIENIONYCH FORMACH WSPARCIA!!! <3

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i "do zobaczenia" za tydzień <3

Aleksandra! ;*

sobota, 14 lutego 2015

Rozdział dziewiąty


Komentując okazujesz szacunek autorowi! ;*

Piosenka do czytania - KLIK

Zadzwonił budzik... A to oznacza, że jest już 7.00. Czas wstać, zebrać się jak najszybciej i iść na przystanek... Muszę sobie kupić samochód! Nie po to robiłam prawko, żeby teraz jeździć autobusami... Wstałam z łóżka i od razu spojrzałam za okno... Oczywiście padał deszcz... Brutalny powrót do rzeczywistości... Podeszłam do szafy i bez większego zastanawiania wybrałam pierwsze lepsze ciuchy. Przebrałam się i zrobiłam delikatny makijaż. Włosy związałam w kitkę na czubku głowy i zeszłam na dół. Złapałam tylko jabłko i w biegu zaczęłam zakładać buty oraz czarną bluzę. Po chwili już biegłam na przystanek oddalony od mojego domu o jakieś kilkadziesiąt metrów. Kiedy tylko się na nim znalazłam przyjechał autobus... Weszłam do środka, kupiłam bilet i zajęłam miejsce obok jakiegoś chłopaka. Głowę miał zwróconą w stronę okna więc nie miałam możliwości zobaczenia jego twarzy. Wyjęłam telefon z torebki, ale z racji tego, że nie wzięłam słuchawek nie mogłam słuchać muzyki, dlatego zaczęłam przeglądać twitter'a. Nagle chłopak odwrócił się i wypowiedział ze zdziwieniem moje imię... Ponownie spojrzałam w jego stronę, a moje oczy od razu się rozszerzyły...
- Thomas?? Co Ty robisz w autobusie?? - spytałam nie kryjąc ogromnego zaskoczenia.
- Rozwaliłem samochód... Mniejsza o to... A Ty gdzie się wybierasz??? - teraz to on zadał pytanie...
- Jadę do teatru jak córka marnotrawna z nadzieją, że znajdzie się dla mnie jakaś mała rólka w jednym spektaklu... - odpowiedziałam ze śmiechem.
Chłopak tylko kiwnął głową i zamilkł. Po dłuższej chwili jednak ponownie się odezwał.
- Jest tego wart??
Popatrzyłam na niego zdezorientowana... Nie miałam pojęcia o co pyta, dlatego bez ogródek spytałam...
- O co chodzi, bo nie za bardzo wiem?
- Pytam czy ten przystojniak jest tego wszystkiego wart... - Aha... Czyli w tym momencie chodzi o Harry'ego... Tylko, że ja dalej nie wiem do czego on zmierza...
- Mógłbyś troszkę jaśniej? - ponownie zadałam pytanie. Chłopak patrzył na mnie z irytującym uśmiechem i kiwał głową jakby nie dowierzając...
- Zrezygnowałaś z głównej roli w filmie, a co się z tym wiąże życiowej szansy na sławę i jeżeli Ci się uda to będziesz grać jakąś poboczną rólkę w marnym teatrzyku... I wszystko przez tego całego przystojniaka z zielonymi oczami i brązowymi lokami... - odparł z ogromnym wyrzutem.
Jego słowa dosłownie wbiły mnie w fotel... Było w nich tyle jadu i złości. Nigdy nie spodziewałam się z jego strony tylu przykrych słów... Czułam jak mój gniew bierze górę nad innymi emocjami. Wzięłam głęboki oddech i podniesionym tonem odpowiedziałam:
- Zrezygnowałam z głównej roli w filmie, bo czułam, że jednak to nie dla mnie... Że nie chcę być traktowana jak jakiś wierny piesek, który jest na każde zawołanie swojego szefa... Że nie potrafię żyć pod czyjeś dyktando... Poza tym dla mnie nie sława jest najważniejsza, a własny rozwój i dobra zabawa przy pracy... Wiesz co!?  Nie wiedziałam, że woda sodowa aż tak uderzy Ci do głowy! Pół
roku temu sam grałeś w tym "marnym teatrzyku" i jakoś Ci to nie przeszkadzało... - skończyłam swój monolog i zauważyłam, że autobus powoli się zatrzymuje.  Na całe szczęście był to przystanek, na którym miałam wysiąść. Nie patrząc na wgapionych we mnie ludzi, wstałam gwałtownie i szybkim krokiem wyszłam z autobusu, zostawiając przy tym Tom'a z własnymi przemyśleniami. W drodze do teatru zdołałam już się w miarę uspokoić.  Świeże powietrze pozwoliło unormować się moim emocjom. Weszłam do środka i zaciągnęłam się znajomym zapachem... To straszne, ale ja naprawdę byłam tu całe sześć miesięcy temu... Mam nadzieję, że nic się nie zmieniło i nadal zaczynają próby o godzinie ósmej. Kiedy szłam wąskim korytarzem już słyszałam donośny głos Amy - naszej teatralnej reżyserki. Mimowolnie się uśmiechnęłam i nieśmiało zapukałam głośno w mahoniowe drzwi prowadzące do sali widowiskowej. Kiedy pojawiłam się w progu od razu wszyscy spojrzeli w moją stronę...
- Czy ja śnię? Czy naprawdę zawitała do nas Camila? - powiedziała Amy z ogromnym uśmiechem na
ustach.
- Przepraszam, że przeszkadzam... Przychodzę tutaj z pewnym pytaniem, a nawet z prośbą... - powiedziałam dość nieśmiało nadal stojąc w progu. Amy jeszcze bardziej się wyszczerzyła o ile było to możliwe.
- Wchodź do środka i wal prosto z mostu. Zaczniemy dziś o 8. 15 OK? - zwróciła się do aktorów, na co oni zgodnie krzyknęli OK!. Tak to jest to miejsce, które opuściłam sześć miesięcy temu.  Tutaj każdy traktuje się na równi... Nie ma podziałów na lepszych czy gorszych... Na ważniejszych i nieważnych... Mimo tego, że Amy jest reżyserką, jest również naszą przyjaciółką. Po chwili zostałyśmy same w pomieszczeniu.
- No więc o co chodzi? - spytała i znów promiennie się uśmiechnęła... Zawahałam się lekko. Jednak kiedy Amy położyła na moim ramieniu swoją dłoń od razu dodała mi otuchy. Westchnęłam i zaczęłam mówić.
- Wczoraj odeszłam z filmu i przychodzę tu z prośbą o przyjęcie mnie z powrotem do teatru... Mogę zagrać wszystko! Nawet być częścią scenografii byleby tylko być tutaj z Wami - powiedziałam na jednym wydechu, przez co jeszcze bardziej ukazywałam swoją desperację.
Amy zaśmiała się głośno... Okeej. Nie wiem jak mam to odebrać... Popatrzyłam na nią zdezorientowana.
- Słońce... Właśnie zaczynamy pracę nad nowym scenariuszem... Role są jeszcze nie obsadzone więc... Zapraszam do pracy - powiedziała przez śmiech i podała mi dłoń. Nie patrząc na nic szybko się w nią wtuliłam. Amy od zawsze była dla mnie jak druga mama...
- To co zaczynamy rozdawanie ról i może jakaś pierwsza próba coo??
- JASNE! - krzyknęłam z wielkim optymizmem.
W sali widowiskowej ponownie zebrali się wszyscy. Kiedy Amy oznajmiła, że wróciłam do pracy w teatrze starzy znajomi zaczęli do mnie podchodzić, ściskać, witać po długiej przerwie... Nawet nie wiedziałam jak bardzo mi tego brakowało i w jakim stopniu za tym tęskniłam. Zabraliśmy się do pracy dopiero o 8.30 .  Podzielenie ról trwało całe trzydzieści minut. To jest naprawdę trudne zadanie, no bo dobrać odpowiednio charakter aktora do postaci. Mimo wszystko udało nam się to zrobić w miarę sprawnie i ku zadowoleniu wszystkich. Ja na przykład dostałam rolę przyjaciółki głównej bohaterki! Miałam ochotę krzyczeć i skakać ze szczęścia... Wreszcie coś w moim życiu zmieniło się na lepsze! Nie wiedziałam, że zmiana pracy może zdziałać tak dużo. Zaczęliśmy próbę... Oczywiście nie było to jakieś perfekcyjne granie, a mówiąc szczerze to szło dość opornie no bo to pierwsze zetknięcie z nowym scenariuszem, ale mimo wszystko jakoś dawaliśmy radę.  Kiedy
byliśmy w połowie próby zauważyłam, że ktoś wchodzi na salę i siada na widowni. Na pierwszy rzut oka był to zwyczajny chłopak w czapce i ciemnych okularach. Na początku starałam się nie zwracać na niego szczególnej uwagi, jednak im dłużej się mu przyglądałam tym coraz bardziej przypominał mi Harry'ego. Po chwili chłopak zdjął okulary i już wiedziałam, że się nie myliłam. Postanowiłam jak na razie nic sobie z tego nie robić. bo już jedną pracę tak straciłam, ale niezbyt mi to wychodziło... Cały czas gubiłam się w scenariuszu lub myliłam swoje kwestie... W końcu Amy zauważyła mój wzrok wpatrzony w dal i odwróciła się...
- Przepraszam bardzo.. W czymś mogę panu pomóc? - spytała uprzejmie.
- Nie, dziękuję. Ja tylko chciałem popatrzeć na moją przyjaciółkę... - odparł i uśmiechnął się do mnie szeroko.  Nie przypominam sobie żebyśmy oficjalnie zostali przyjaciółmi no ale niech mu będzie...Amy odwróciła się i podeszła do mnie... W gardle znów wyrosła mi gula, a moje ręce zaczęły się lekko trząść ze strachu... A było tak pięknie...
- Cami przyjaciel do Ciebie - powiedziała z uśmiechem i mrugnęła- Zarządzam dziesięć minut przerwy... - zwróciła się do wszystkich o ton głośniejszym głosem
Odetchnęłam z ulgą i od razu podeszłam do Harry'ego.
- Co Ty tutaj...
- Może mnie wyśmiejesz kiedy to powiem, ale ja nie mogę normalnie funkcjonować kiedy nie spędzę z Tobą jednej sekundy... - przerwał mi tymi słowami, a ja oczywiście się zarumieniłam...
- To miłe...
- Aha i jeszcze jedno! Bardzo się cieszę, że teraz tu pracujesz...
- Tak a czemu? - spytałam niesamowicie się szczerząc.... To jest niemożliwe, że jeden chłopak może tak na mnie działać.
- O wiele grzeczniej tu przyjmują nieproszonych gości - zaśmiał się głośno, a ja mu zawtórowałam.
- Cami zapoznaj nas ze swoim chłopakiem! - krzyknęła Rose, a po chwili dołączyli do niej pozostali.
- Ale to nie... - zaczęłam, jednak szybko mi przerwano. Harry złączył nasze usta w krótkim pocałunku po czym złapał mnie za dłoń i razem podeszliśmy do reszty aktorów...  Okeeej. Przyznam szczerze, że nie mam pojęcia o co w tym wszystkim chodziło, ale jeżeli mam być tak uciszana to poproszę o częściej! Nie no co ja mówię? Ma ktoś jakiś młotek!!!?

***

Dziesięć minut przerwy powoli przerodziło się  w pół godziny. Wszyscy rozmawiali ze sobą, śmiali się i wygłupiali, dlatego też Amy stwierdziła iż na dzisiaj kończymy pracę w teatrze.. Na szczęście nie miała mi tego za złe, a wręcz przeciwnie. Nawet sama przez kilka minut stała z nami. Oczywiście musiała mi narobić siary przy moim "chłopaku"  i opowiedziała historię o tym jak byłam jeszcze początkującą aktorką i jak się zbłaźniłam na pierwszym przedstawieniu... Kiedy Harry to usłyszał śmiał się tak, że aż się popłakał. Nie uszło mu to jednak płazem... Dostał takiego kuksańca w bok ode mnie, że będzie miał pamiątkę na dobre kilka dni. Po skończonej próbie Harry odwiózł mnie do domu. Gdy wychodziłam z samochodu nieśmiało zaproponowałam żeby został na herbatę. O dziwo zgodził się od razu.

***

- To może zostaniesz na kolację hmm? - spytałam poprzez śmiech.
- Bardzo chętnie, ale wiesz to już podchodzi pod narzucanie się, a to tak nie wypada więc chyba jednak wrócę do domu... - odparł lekko zmieszany. 
- Styles nie gadaj głupot! Zakładaj fartuch i raz dwa pomagaj mi robić kolację. - krzyknęłam udając złość.  
- Tak jest! - krzyknął i zasalutował. Na co ja wybuchłam kolejną salwą śmiechu... Booże...
Dzisiejszego dnia śmiałam się więcej niż przez całe swoje życie. Założyliśmy fartuszki... Żeby było jeszcze śmieszniej ja założyłam zielony w białe groszki, a Harry różowy w czarne serca. Przyznam szczerze, że w różowym mu do twarzy jednak powstrzymałam się od wypowiedzenia tej uwagi na głos... Obawiałam się jego reakcji... Zabraliśmy się do roboty. Postanowiliśmy upiec domową pizzę. Wyjęłam więc potrzebne produkty i położyłam wszystko na stole. Wysypałam mąkę na stolnicę i odwróciłam się po miskę. Kiedy ponownie obróciłam się o dziewięćdziesiąt stopni dostałam prosto w twarz białym proszkiem. Oj! Haroldzie to nie był dobry pomysł. Złapałam najbliżej leżący produkt (czyt. jajko) i rozbiłam je na pięknych lokach Harry'ego. 
- Pożałujesz tego! - wrzasnął ze śmiechem. Szybko ruszyłam przed siebie, a loczek zaczął mnie gonić. Nie dość, że miałam spore wyprzedzenie to po okrążeniu salonu Harry zaczepił o podwinięty dywan i wyrżnął jak długi. Mój głośny śmiech rozległ się po całym domu jednak nie trwał długo, bo po chwili leżałam obok niego. Nie miałam pojęcia jak on to zrobił, ale niespodziewanie pociągnął mnie za nogę, no a to równało się z upadkiem... Leżeliśmy tak obydwoje zwróceni w swoje strony i śmialiśmy się. Z czasem coraz ciszej, aż w końcu całkowicie ucichliśmy. Jednak, żadne z nas się nie podniosło. Patrzyliśmy w swoje oczy... Nie miałam odwagi nawet mrugnąć.  Tym razem to ja
zbliżyłam swoją twarz do jego i złożyłam na jego ustach pocałunek. Harry natychmiast go odwzajemnił. Przez chwilę trwaliśmy jakby w bezruchu, jednak nagle Loczek nie przerywając niczego przeturlał mnie na siebie... To było dziwne! Naprawdę dziwne! Na szczęście, a w sumie to na nieszczęście przerwał nam dzwoniący telefon Styles'a. Natychmiast się podniosłam i jakby nigdy nic szybkim krokiem i ze spuszczoną głową wróciłam do kuchni skąd idealnie słyszałam jego rozmowę.
- Halo?
- Nie krzycz na mnie!
- Zapomniałem już jadę... Coś jeszcze?
- Będę za dziesięć minut pa...
Harry przyszedł zmieszany do kuchni. Nie wiem czemu, ale coś podkusiło mnie żeby akurat zadać takie pytanie... Może to zazdrość, albo... Nie mam pojęcia co innego mogło mną kierować.
- Czyżby dziewczyna kazała Ci wrócić do domu? 
- Nie mam dziewczyny. - bąknął szybko jakby się czegoś wstydził i od razu zmienił temat- Ale dzwonił wściekły Niall... Zapomniałem, że miałem mu kupić żelki i wrócić najwyżej po dwóch godzinach, a w domu nie ma mnie już około pięciu więc przepraszam, ale muszę uciekać... 
- Nie ma sprawy... Pozdrów wszystkich - powiedziałam z widoczną ulgą po czym mrugnęłam. Zielonooki założył buty, krzyknął tylko papa i wyszedł zostawiając mnie z bałaganem w kuchni.
*********************************************************************************

WITAAAAJCIE!!!! Boże jak czytacie tę notkę to możliwe, że stwierdzicie, że wypuścili mnie z wariatkowa, no ale JESTEM DZIŚ TAKA HAPPY!!! <3 Dziś spełniły się moje trzy największe marzenia... 1. Nagrałam trzy piosenki w profesjonalnym studiu 2. Po raz pierwszy dostałam zaproszenie na osiemnastkę 3. POD OSTATNIM POSTEM BYŁO 5 KOMENTARZY!!! Mam ochotę wybiec z domu i wykrzyczeć całemu światu, że jestem najszczęśliwszą osobą na świecie... Pierwszy raz moje walentynki są szczęśliwe! <3 No właśnie i z okazji dzisiejszego święta wstawiam Wam taki troszkę bardziej romantyczny rozdział... I znów było tak blisko, ale tak trochę "zaspoileruję" i już niedługo pojawi się rozdział, na który tak bardzo czekacie, ale ćsiii... Nie wiem co mam napisać!!! Dziękuję! Wszystkim komentującym, wszystkim obserwującym, wszystkim polecającym mojego bloga! To jest dla mnie tak bardzo ważne i daję taką motywację, że po prostu... Brak mi słów!!! <3 Kocham Was bardzo mocno!!! Proszę o dalsze wspieranie, bo ten blog istnieje tylko dzięki Wam i tylko dla Was! Ojeeej.. Chyba się zaraz popłaczę... No już... Ogar!

Życzę Wam wspaniałych walentynek! No i jeszcze życzę udanych ferii tym, którzy je rozpoczynają, a tym którzy je kończą... życzę miłego i spokojnego powrotu do szkoły... Życzę x3... Zasób słownictwa mi się kurczy :D

W takim razie będę się już żegnać!!!

Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie i zapraszam do dalszego czytania <3

Aleksandra! :*

środa, 11 lutego 2015

Rozdział ósmy

Komentując okazujesz szacunek autorowi! ;* 

Piosenka do czytania ---> KLIK

- Caaamii! SMS od Harry'ego!!! Radziłabym Ci się spieszyć bo jest 11.30 - Okrzyk Natt wprost do mojego ucha to nie jest jedna z najlepszych form pobudki no ale cóż ja na to mogę poradzić... Ale zaraz! Sms od Harry'ego! Gwałtownie podniosłam się i od razu dostałam telefonem w głowę... Poziom wściekłości rósł z minuty na minutę, ale jeszcze się jakoś opanowywałam. Szybko odblokowałam ekran i... Rzeczywiście. Wiadomość tekstowa od *** *** ***. Otworzyłam i od razu pokazała się treść:
"Heej! Co powiesz spotkanie sam na sam? Będę po Ciebie o 13.00... Do zobaczenia! ;) H." Na moje usta wkradł się ogromny uśmiech, który nie uszedł uwadze moich przyjaciółek.
- Cami idzie na randkę! Cami idzie na randkę - przekrzykiwały się wzajemnie, a ja zażenowana ich zachowaniem pokręciłam tylko głową, wstałam z łóżka i pobiegłam do łazienki. W ekspresowym tempie umyłam włosy, a następnie wzięłam szybki prysznic w między czasie przeglądając (w myślach) zawartość mojej szafy. Po porannej toalecie włożyłam swój puszysty, różowy szlafrok i wróciłam do pokoju. Tam zastałam obydwie dziewczyny grzebiące w mojej szafie....
- Ej co tu się wyprawia?! - krzyknęłam, ale nie byłam ani odrobinę zła.
- Szykujemy Ci jakiś odpowiedni strój na... randkę! - ostatnie słowo wykrzyczały przeciągając wszystkie możliwe samogłoski... Na krześle leżały już ze trzy sukienki, dwie pary spodni, jedna tunika i kilka innych rzeczy...
- Dziewczyno i Ty mówisz, że nie masz się w co ubrać??
Wzruszyłam ramionami i podeszłam do nich... Po piętnastu minutach dobierania bluzek do spodni, dodatków do sukienek itp. złożyłyśmy odpowiedni zestaw.
- To ja idę się przebrać i pomalować, a Wy tu posprzątajcie - powiedziałam i uśmiechnęłam się szeroko. O dziwo dziewczyny nie protestowały tylko zabrały się do pracy. Po kilku minutach usłyszałam jeszcze okrzyki pożegnań i nie było po nich śladu. W domu znów zrobiło się tak cicho... Wyszłam z łazienki, wzięłam torebkę i przejrzałam się jeszcze raz w lustrze. Wskazówki na zegarze ustawiły się na godzinie trzynastej. Dokładnie w tej samej sekundzie usłyszałam dźwięk zajeżdżającego samochodu. Zbiegłam na dół i nie czekając na dzwonek otworzyłam drzwi. W progu stał Harry z wyciągniętą dłonią. Hah. Pewnie zamierzał pukać...
- Witaj Camilo! Może wczoraj wyglądałaś ładnie, ale dziś to już chyba przeszłaś samą siebie... - powiedział patrząc na mnie z zachwytem? Ja jak zawsze zarumieniłam się i spuściłam głowę lekko zawstydzona.
- To co jedziemy?? - spytał tym swoim ochrypłym głosem, który obecnie brzmiał trochę niepewnie...
- A jeżelibym się nie zgodziła to znów byś mnie porwał? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie i zachichotałam cicho...
- Gdyby zaistniała taka sytuacja to byłbym skłonny, ale chyba się zgadzasz prawda?? - spytał i również się uśmiechnął przez co w jego policzkach zaistniały te dwa urocze dołeczki.
 - Noo jasne, że się zgadzam... Chodźmy - powiedziałam po czym zakluczyłam dom. Harry ujął moją dłoń, a po moim ciele przebiegły ciarki... Ostatnio tylko tak reaguję na jego dotyk... Czy ja naprawdę się w nim zakochuję? Harry spojrzał na mnie i pociągnął w stronę samochodu. Zaśmiałam się tylko i posłusznie powędrowałam za nim. Oczywiście chłopak jako prawdziwy dżentelmen otworzył przede mną drzwi, a następnie je zamknął i zajął swoje miejsce za kierownicą. Chwilę potem ruszyliśmy w nieznanym mi kierunku. Loczek od razu włączył radio i w samochodzie rozbrzmiały pierwsze dźwięki piosenki Ed'a Sheeren'a. Harry w momencie zaczął śpiewać, a ja wsłuchałam się w jego piękny głos. 

"Give a little time to me or burn this out
We'll play hide and seek to turn this around
And all I want is the taste that your lips allow" - ten fragment wyśpiewał patrząc mi prosto w oczy... Ale czy on tak na serio?? Czy po prostu tak się tylko złożyło... 
Nie wiem... Już sama nie mam pojęcia co o tym myśleć... Odwróciłam swój wzrok i wpatrzyłam się w szybę... Odważyłam się wrócić swoim spojrzeniem na twarz Harry'ego dopiero wtedy kiedy piosenka się skończyła... Styles skupił się na drodze, dlatego miałam okazję przez dłuższy czas obserwować wyraz jego twarzy. Nie jestem mistrzynią wyczytywania uczuć, ale wydawało mi się, że Harry był lekko zmieszany i zawstydzony... Pewnie to przez piosenkę i moją reakcję... Głupia ja! Delikatnie uniosłam swoją dłoń i zawahałam się na chwilę jednak sekundę później ułożyłam swoje palce na ręce Harrye'go. Chłopak spojrzał w moją stronę i znów ogromny uśmiech zagościł na jego twarzy. Przyznam szczerze, że kamień spadł mi z serca widząc te dołeczki i śnieżnobiałe ząbki. Atmosfera w samochodzie się rozluźniła i Harry ponownie zaczął śpiewać jedną z żywszych piosenek lecących w radiu, a przy tym trochę się wygłupiał przez co ja cały czas wybuchałam śmiechem... 
Wiemm... Ja też uważam, że to wszystko jest takie dziwne... Fakt iż w niecały tydzień wszystko obróciło się o trzysta sześćdziesiąt stopni i moja nienawiść przerodziła się w przyjaźń, a nawet zakochanie... To nie jest coś normalnego...Ale ja po prostu czułam, że tak ma być... Że to podpowiedź od mojej mamy... A tak poza tym czy moje życie musi być zawsze takie normalne i przewidywalne? No chyba nie... Każdemu należy się choć trochę szaleństwa. 
Harry prowadził. Ja natomiast spoglądałam na piękne krajobrazy za oknem. Nagle samochód stanął. Nie miałam pojęcia gdzie jesteśmy... Stanęliśmy na środku jakiejś dróżki. Popatrzyłam zdezorientowana na Harry'ego, a on tylko się uśmiechnął...
-  Musimy przejść kilkanaście metrów... - powiedział spokojnie widząc moje przerażone spojrzenie. 
Kiwnęłam głową na znak, że  wszystko rozumiem i wysiadłam z samochodu. Harry szedł pierwszy, a ja kroczyłam za nim. Moją głowę znów "torturowały" różne myśli... Nie przeszliśmy zbyt dużej odległości kiedy dotarliśmy do zakrętu. Tam ujrzałam małą polankę i ogromny staw, a przy brzegu kołysała się mała łódka. 
- Wow! - tylko tyle zdołałam z siebie wydusić... Zieleń trawy, biel stokrotek i błękit nieba całkowicie mnie urzekł... Szum wody koił moje uszy... To było coś cudownego...
- Pływałaś kiedyś łódką?? - spytał ni stąd ni zowąd Harry... Zamknęłam oczy, a w mojej głowie pojawił się pewien "obraz". Ogromne jezioro, spora łódź, a na niej mała dziewczynka i jej rodzice... Wszyscy się śmieją... Dziewczynka siedzi sobie i moczy rączki w wodzie, a mama z tatą przytuleni obserwują jej poczynania... W moich oczach pojawiły się łzy, ale usta wciąż miałam "wygięte" w delikatnym uśmiechu.
- Przepraszam - szepnął Harry widząc moją reakcję. Spojrzałam na niego i położyłam swoją dłoń na jego ramieniu
- Ależ nie masz za co! Po prostu wróciły najpiękniejsze wspomnienia mojego życia.. Pewnie już się domyśliłeś, ale odpowiem... Tak pływałam już kiedyś łódką... W któreś wakacje pojechaliśmy razem z rodzicami nad jezioro i... 
- Przepraszam, że Ci przerywam, ale mam jeszcze jedno pytanie, które nurtuje mnie od wczoraj... - popatrzyłam na Harry'ego wyczekująco, a on wziął głęboki oddech i lekko zestresowany znów się odezwał. 
- No bo... Twoja mama nie żyje, ale nic nie wspomniałaś o swoim ojcu...
Przyznam szczerze, że jego pytanie nieźle mnie zaskoczyło. W tym momencie w mojej głowie zaczęła toczyć się walka. Powiedzieć mu czy nie?? Zaufać czy przemilczeć?? Prawda czy jakieś kłamstwo?? Mamusiu co wybrać! - zwróciłam się w myślach do niej i po chwili już znałam odpowiedź. Spojrzałam na Harry'ego. Jego mina wyrażała wielkie oczekiwanie. Odetchnęłam głęboko i zaczęłam mówić...
- Mój tata nie mógł pogodzić się z jej śmiercią... Bardzo kochał moją mamę. Tak samo jak i ja była jego oczkiem w głowie... Lecz kiedy odeszła... - zawahałam się i spojrzałam w zielone oczy Styles'a. Jego wzrok był w pewnym sensie pokrzepiający dlatego też wznowiłam swój monolog - tata się załamał i zaczął pić... Nie chciałam tego... - w moich oczach pojawiły się łzy, ale mówiłam dalej - Próbowałam go "ratować", jednak za każdym razem gdy chciałam z nim porozmawiać on się złościł, a czasami dochodziło do rękoczynów z jego strony.  Na początku jakoś to tolerowałam, ale później przyjaciele poradzili mi, żebym się wyprowadziła... Tak zrobiłam... Zamiast mu pomóc uciekłam... - rozpłakałam się na dobre. Harry szybko mnie objął i mocno do siebie przytulił... Kiedy poczułam to ciepło bijące od jego ciała, wiedziałam, że bardzo
tego potrzebowałam... Próbowałam wmówić sobie, że nie chcę mieć chłopaka, że poradzę sobie bez miłości, ale to nie prawda! Potrzebowałam bliskości i opiekuńczości... Wtuliłam się jeszcze bardziej w tors Harry'ego mocząc mu przy tym koszulkę. Jego dłoń zaczęła głaskać moją głowę, a długie palce przeczesywały moje włosy co działało na mnie kojąco.  Z każdą minutą szlochałam coraz ciszej, aż w końcu się uspokoiłam... Wciągnęłam głęboko powietrze i odsunęłam się od niego o krok.
- Przepraszam... Beksa ze mnie... W dodatku głupia... - zaczęłam się tłumaczyć, ale on od razu mi przerwał. 
- Nie mów tak! Każdy musi się czasem wypłakać, żeby nie zwariować... Ale teraz już o tym nie myśl! Chodźmy popływać. - ostatnie zdanie wypowiedział tak entuzjastycznie, że aż sama nabrałam ogromnej ochoty żeby znaleźć się już na powierzchni wody. 
Zrzuciłam swoje szpilki i trzymając Harry'ego za rękę przeszliśmy w stronę łodzi. Ostrożnie weszłam do środka. Łódka zakołysała się bardziej kiedy Harry znalazł się obok mnie.  Chłopak uśmiechnął się, po czym chwycił wiosła i już po chwili odpłynęliśmy od brzegu. Rozmawialiśmy i prawie cały czas się śmialiśmy. Szybko zapomniałam o naszej rozmowie sprzed kilku minut. W tym momencie dotykałam dłonią ciepłej wody i obserwowałam napinające i rozluźniające się mięśnie Harry'ego. Uśmiech nie schodził z naszych twarzy ani na chwilę... Nim się obejrzałam byliśmy na środku stawu. 
- Jak myślisz bardzo tu głęboko? - spytał nagle. 
- Nie mam pojęcia... Nie zastanawiałam się nad tym... - odparłam zgodnie z prawdą. Harry dziwnie się uśmiechnął i gwałtownie zakołysał łodzią tak, że się wywróciła. Zanurzyliśmy się pod wodę... Styles miał ogromne szczęście, że kiedy byłam nastolatką ukończyłam kurs pływania... Dlatego nie panikowałam tylko szybko wynurzyłam się z wody i łapczywie złapałam powietrze. Rozejrzałam się dookoła. Harry'ego nigdzie nie widać. Moje serce zaczęło bić w szaleńczym tempie... Przemierzyłam swoim wzrokiem niemal całą powierzchnię stawu ale nadal nie zobaczyłam chłopaka. Jeszcze nigdy się tak nie wystraszyłam. W tym momencie powoli zaczynałam panikować.
- Harry to nie jest śmieszne! Wynurzaj się!!! - krzyknęłam, ale nie uzyskałam żadnej odpowiedzi. W moim gardle powoli rosła ogromna gula... Co robić? Zanurzyłam się i zaczęłam wzrokiem przeszukiwać wodę. Nie było go!!!  Na prawdę! Penetrowałam spojrzeniem każdy centymetr kwadratowy i niczego nie zdołałam zauważyć. Zaczynało mi brakować powietrza dlatego jeszcze raz się wynurzyłam. Rozejrzałam się ponownie, ale tu też oprócz łódki nie było niczego... Teraz to już spanikowałam na całego... I tu wcale nie chodziło o samą mnie... Po prostu strasznie martwiłam się o Harry'ego. A co jeżeli zaczepił o jakiś korzeń i leży teraz tam na dnie... W mojej głowie pojawił się ten przerażający obraz. Zanurzyłam się jeszcze raz i popłynęłam bardziej wgłąb jednak tam też niczego nie widziałam. Moja głowa znów znalazła się ponad woda. Na powierzchni też go nie było. I wtedy poczułam jak ktoś łapie mnie w talii. Odwróciłam się gwałtownie i ujrzałam przed sobą roześmianego Harry'ego. W tamtym momencie krew uderzyła mi do głowy.
- Bałaś się o mnie... - powiedział z ogromnym uśmiechem na twarzy. On to zrobił specjalnie! Moje przerażenie i zmartwienie do bawiło... Oj doigrasz się!  Mój wybuch nastąpił bardzo szybko.
- Ty idioto! Ja tu od zmysłów odchodzę... Myślałam, że coś Ci się stało! Że umierasz gdzieś w odmętach tej wody. - krzyczałam i uderzałam pięściami w jego klatkę piersiową...- Przez Ciebie o mało co nie umarłam ze...  - nie zdołałam dokończyć kolejnego zdania ponieważ poczułam na swoich ustach jego miękkie i słone wargi... Dosłownie odpłynęłam... To było coś niesamowitego... Zaczęłam odwzajemniać każdy pocałunek. Harry położył swoje dłonie na moich udach i podniósł mnie lekko tak, że oplotłam swoimi nogami jego miednicę, a swoje ręce umieściłam w jego włosach... Po raz pierwszy w życiu poczułam coś tak dziwnego, i zarazem przyjemnego... Miałam wrażenie, że w moim brzuchu wybuchła jakaś bomba motylków, które delikatnie trzepoczą swoimi skrzydełkami... Ze szczęścia zakręciło mi się w głowie. Gdyby nie zabrakło nam tchu na pewno ten cudowny moment trwałby o wiele, wiele dłużej, ale... niestety musieliśmy się od siebie odsunąć, by zaczerpnąć powietrza... Harry patrzył mi prosto w oczy, a ja tonęłam w jego zielonych tęczówkach...
- Camilo ja... - zaczął, ale położyłam wskazujący palec na jego ustach i pokręciłam głową przecząco. Harry ponownie postawił mnie w wodzie i jakimś cudem obydwoje weszliśmy z powrotem na łódź. Do brzegu dopłynęliśmy w milczeniu...


***

Obecnie leżę na swoim łóżku i mam ochotę sama siebie pobić... Zniszczyłam najpiękniejszą chwilę w moim życiu... Jak można być tak głupim człowiekiem?? No ja właśnie nie wiem... Mój telefon cały czas wibruję, ponieważ moje dwie kochane przyjaciółki nie dają mi świętego spokoju, ale teraz akurat nie mam nastroju na  rozmowę z kimkolwiek, no może z wyjątkiem osoby posiadającej najpiękniejsze tęczówki na całym świecie...  Po chwili jednak musiałam się pofatygować po komórkę, ponieważ dostałam SMS'a. Na ekranie wyświetlały się takie słowa: Nowa wiadomość od: Harry. Moje serce znów zaczęło bić w szaleńczym tempie. Drżącą dłonią nacisnęłam ikonkę przedstawiającą list i szybko zaczęłam czytać. "Hej! Przepraszam... Ten pocałunek to... Zapomnijmy o nim ok?"
W mojej głowie pojawiło się tylko jedno pytanie: Jak mogę zapomnieć o najpiękniejszej chwili w moim życiu?? Przecież tego nie dałoby się nijak wykonać.  Mimo to odpisałam "Ok". Dosłownie chwilę później już dostałam następną wiadomość: "Co robisz jutro?" Przez dłuższą chwilę nie miałam pojęcia co odpisać... Czy wysłać od razu zwykłą informację czy może w pewien sposób się z nim podroczyć... Wybrałam opcję numer dwa i po dłuższym namyśle napisałam: "Czy założyłeś się, z którymś chłopców, że spędzisz ze mną więcej niż dwa dni?" Znów nie musiałam długo czekać na
odpowiedź. "Niee... Skąd ten pomysł?" Nawet nie zauważyłam, że od dłuższego czasu szczerzę się do telefonu jak głupi do sera. W ekspresowym tempie wstukałam treść kolejnej wiadomości. "No bo już trzy dni spędziliśmy w swoim towarzystwie, a Ty pytasz się co robię jutro podejrzane trochę..." Tym razem nie otrzymałam odpowiedzi w postaci SMS'a. Harry postanowił do mnie zadzwonić... Ilość uderzeń mojego serca się zwiększyła... Boję się rozmowy z nim... Pisanie SMS'ów jest łatwiejsze... Nie słychać naszego głosu, który często może zdradzić jakie emocje nami targają... Mimo to po dłuższej chwili nacisnęłam zieloną słuchawkę. 
- Otóż z nikim się o nic nie zakładałem... Po prostu... bardzo Cię lubię i chcę spędzać z Tobą czas... - usłyszałam jego zachrypnięty głos i aż mnie ciarki przeszły... WOW! To jest dopiero podejrzane i mega dziwne... 
- Przykro mi, ale jutro jestem zajęta... Postanowiłam wybrać się do teatru może znajdzie się dla mnie jakaś mała rola... Nie mogę siedzieć bezczynnie w domu... Muszę pracować...
Usłyszałam ciche westchnięcie, a po chwili znów głos Harry'ego.
- No cóż... Jakoś będę musiał przeżyć jeden dzień bez Ciebie...
Zaśmiałam się i z lekkim sarkazmem odpowiedziałam
- Mówisz tak jakbyśmy byli parą... 
W słuchawce słyszałam tylko jego oddech... Nie wiedział co ma odpowiedzieć, aalbooo bał się cokolwiek odpowiedzieć... Dlatego też szybko się pożegnałam i rozłączyłam... Taak... Moje zachowanie również mnie przeraża... 
Myślałam, że teraz będę miała już spokój, że zasnę i choć na chwilę uwolnię się od swoich myśli, ale niestety mój telefon ponownie zadzwonił. Tym razem dzwoniła Mandy.
- Hej Słońce! Opowiadaj co i jak! Jesteś na głośnomówiącym
- Hej Cami! - usłyszałam głos Natt gdzieś z oddali.
Westchnęłam głęboko i zaczęłam zdawać relację z dzisiejszego dnia. Co jakiś czas dziewczyny przerywały mi różnymi okrzykami lub pytaniami... I tak miałam szczęście, że rozmawiałyśmy tylko przez telefon... Gdybyśmy się spotkały, a one widziałyby moje reakcje... Looosie, wtedy dopiero by się działo... Na szczęście po przegadanej godzinie zakończyłyśmy rozmowę... Teraz już w spokoju mogłam pójść spać...
********************************************************************************
Hej! Haj! Heloooł!!! Tak dobrze widzicie rozdział ósmy pojawił się już w środę!!! Czy ja słyszę jakieś okrzyki radości?? Bardzo możliwe, ale chyba tylko swoje :D Wprawdzie pod ostatnim rozdziałem nie było pięciu komentarzy, ale były caaałe cztery długie komentarze + 1 pod postem Propozycja, no i tak sobie myślę, że chyba niektórym tutaj trochę na tym zależy więc nie chciałam Was zawieść więc oto jest! Mówiąc szczerze to baaaaardzo mi się podoba ten rozdział i jak go pisałam to przy jednym fragmencie miałam uśmiech na twarzy, przy drugim zaraz płakałam i w ogóle... Bardzo przeżyłam ten rozdział chociaż w niedalekiej przyszłości pojawią się jeszcze bardziej "przeżywane przeze mnie" posty, ale nie wybiegajmy aż tak daleko i zostańmy tu i teraz! Dlatego też bardzo Was proszę o obiektywne opinie! Bo jeżeli mi się coś podoba to mam wrażenie, że inni nie będą mogli przeczytać nawet kilku zdań... Tym razem też bez pytań, ale ostatnio bardzo dobrze sobie bez nich poradziliście więc myślę, że i tym razem dacie radę... Chyba powoli będę się żegnać... Aha! Jeszcze jedno! Rozdział jest dla moich kochanych czterech komentujących czytelniczek! Gdyby nie Wy to po prostu załamałabym się, zamknęła w sobie i w ogóle... Naprawdę bardzo Wam dziękuję!!! Jesteście WSPANIAŁE!!! :


- ann horan (LINK do jej bloga)
- Eragona aa (LINK do jej bloga)
- Karo (LINK do jej bloga)
- x sheeranable (LINK do jej pierwszego blogaLINK do jej drugiego bloga)

Każde z tych opowiadań jest na swój sposób idealne więc w swoim i ich imieniu zapraszam pozostałych (niekomentujących) czytelników do czytania wszystkich ;)

A teraz już serio będę się żegnać więc: pamiętajcie o dodawaniu się do obserwatorów, głosowaniu w ankietach, komentowaniu i promowaniu mojego bloga (jeżeli jest tego warty) ;)

Pozdrawiam Was Baaardzo Serdecznie i przesyłam wirtualne uściski dla każdego czytającego ;)

Do soboty!!!

Aleksandra ;*

niedziela, 8 lutego 2015

Propozycja!

Witajcie! Tak jak już zauważyliście w nagłówku mam dla Was pewną propozycję... A mianowicie jeśli pod ostatnim rozdziałem pojawi się nie mniej niż 5 komentarzy jestem w stanie opublikować rozdział ósmy już w środę... Nie martwcie się, bo w sobotę też, pojawiłby się kolejny więc wychodzi na to, że w tym tygodniu byłyby dwa rozdziały... Naprawdę jest to wspaniała okazja, a wszystko zależy od Was! Czyż ta propozycja nie jest kusząca?? :D


Pozdrawiam Was baaardzo, bardzo serdecznie!!! <3


Aleksandra ;)

sobota, 7 lutego 2015

Rozdział siódmy

Komentując okazujesz szacunek autorowi! ;*

- Czy Ty masz na myśli Harry'ego Styles'a przyjaciela mojego chłopaka - spytała z niedowierzaniem Mandy i wrzuciła do koszyka kolejny produkt spożywczy. Znów zachichotałam i twierdząco pokiwałam głową... - No to dziewczyno muszę przyznać, że jesteś ideałem!
- Czemu?? - tym razem to ja zadałam pytanie
- Ponieważ Harry umawiał się z wieloma dziewczynami tylko po to, żeby znaleźć swój ideał... Po jednym spotkaniu już wiedział, że to nie jego bajka i umawiał się z następną... A z Tobą widział się już kilka razy więc...
- Ale większość tych spotkań była przypadkowa... - odparłam
- Nic nie dzieje się przez przypadek...
- Nie mędrkuj tylko bierz przykład z Natt i wybieraj rzeczy na kolację.
Po dziesięciu minutach cały koszyk był pełny, a my stałyśmy w kolejce do kasy. Szybko wyjęłyśmy wszystkie produkty, zapłaciłyśmy i w ekspresowym tempie wróciłyśmy do domu. Rozłożyłyśmy zakupy na stole w kuchni, założyłyśmy fartuszki i zaczęłyśmy przygotowywać dania. Każda była
odpowiedzialna za coś innego. Ja na przykład miałam pokroić warzywa na sałatkę.
- Natt coś się stało? Jakaś bardzo milcząca jesteś dzisiaj? - spytałam krojąc w tym samym czasie ogórki.
- Wszystko ok. Po prostu obydwie jesteście szczęśliwe i zakochane to ja nie chcę Wam przeszkadzać....
- Na Ciebie też przyjdzie pora - nie miałam zamiaru zaprzeczać, bo to nie miałoby sensu... Sama przed sobą już się przyznałam, że zakochałam się w loczku...
- No dobra zmieńmy temat... Ej Cam ale Ty serio odeszłaś z planu filmowego?
Na wspomnienie dzisiejszej akcji w studiu, aż się zaśmiałam....
- Tak... Po tym jak Mark potraktował chłopców, a przede wszystkim mnie? Ja nie jestem potulną myszką, która przytaknie każdemu i na wszystko...
- No w sumie - powiedziała przez śmiech Mandy, a ja zdzieliłam ją ścierką.

***

- Natt szybciej nakrywaj do stołu! Oni tu będą lada moment! - krzyczałam i biegałam po całym domu, a dziewczyny patrzyły na mnie ze zdziwieniem.
Pięć minut później zadzwonił dzwonek do drzwi. Podbiegłam do lusterka, poprawiłam włosy i
odetchnęłam głęboko, po czym otworzyłam drzwi. W progu zastałam piątkę roześmianych chłopców.
- Witaj Camilo! Bardzo ładnie wyglądasz - powiedział Liam.
- Eeeej! To był mój tekst - krzyknął Harry, a ja wybuchnęłam śmiechem, a następnie zaprosiłam ich do środka i zaprowadziłam do salonu. Kiedy Zayn zobaczył Mandy od razu do niej podszedł i złożył na jej ustach pocałunek... Aww... To było taakie słodkie. Trochę jej zazdrościłam, ale tylko troszkę... Usiedliśmy wszyscy przy stole i zaczęliśmy jeść. Oczywiście wszystkie trzy otrzymałyśmy wiele pochwał co do naszych umiejętności kulinarnych. Uśmiech nikomu nie schodził z twarzy... Nawet mi co jest bardzo dziwne.
- To co? Ja pójdę po deser... - powiedziałam i wstałam od stołu.
W kuchni stało już osiem pucharków do których musiałam nałożyć lody z bitą śmietaną. Kiedy wyjmowałam wszystko z zamrażarki nie zauważyłam iż ktoś wszedł za mną.
- Naprawdę bardzo ładnie wyglądasz - powiedział Harry, a raczej wyszeptał mi wprost do ucha kładąc swój podbródek na moim ramieniu.
- Dziękuję za komplement, ale i bez niego dostałbyś deser... - zaśmiałam się i zaczęłam nakładać lody do pucharków starając się przy tym nie zemdleć z wrażenia...
- Jeżeli deserem są Twoje usta to poproszę go natychmiast.
Odwróciłam się w jego stronę i spojrzałam mu prosto w oczy. Te zielone tęczówki niemalże
hipnotyzowały. Zaczęliśmy zbliżać się do siebie. Nasze twarze dzieliły dosłownie milimetry i wtedy rozległ się okrzyk Niall'a:
- No gdzie ten deser??
Szybko odsunęłam się od Harry'ego i odkrzyknęłam, że za chwilkę... Odwróciłam się w stronę pucharków i w ekspresowym tempie napełniłam je lodami i bitą śmietaną...
- Czy mógłbyś pomóc mi zanieść - zaczęłam nieśmiało swoją prośbę, a Harry natychmiast wziął dwa naczynia i zaniósł je do salonu. Po chwili w salonie można było usłyszeć głośne rozmowy i "stukanie" łyżeczek. W kuchni zostały dwa ostatnie desery. Mój no i oczywiście Loczka. Obydwoje wróciliśmy po nie.
- Musisz dać mi swój numer - powiedział Harry z uśmiechem na ustach.
- Buta? - spytałam i zaśmiałam się cicho przypominając sobie znów naszą niezbyt przyjemną rozmowę w studiu.
- Nie... - również się zaśmiał i podał mi swój telefon.
Od razu wstukałam dziewięć liczb i z powrotem oddałam go Harry'emu.
- Wracajmy do salonu, bo zaraz sobie coś pomyślą... - powiedziałam i wyszłam z kuchni. Zajęłam swoje miejsce, a obok mnie usiadł Harry.
- Zayn wspaniale wypadłeś w dzisiejszym wywiadzie - powiedziała Mandy i pocałowała mulata w usta...
- Mieliście dzisiaj wywiad - spytałam jakbym o niczym nie wiedziała... Postanowiłam troszkę poudawać... No skoro już nie pracuję jako aktorka to może spróbuję swoich sił w normalnym życiu...
- No mieli, mieli i Harry opowiadał coś o...
- Ale dobre te lody - wykrzyknął nagle loczek z pełnymi ustamu i wszyscy na niego spojrzeliśmy... Z trudnością
powstrzymałam śmiech, ale jakoś mi się to udało... Przez kilka sekund w salonie panowała cisza, ale już po chwili znów każdy miał coś do powiedzenia.... Ja co jakiś czas zerkałam w stronę Harry'ego i tym samym przyłapywałam go na zerkaniu w moją stronę... Nie mam pojęcia kto i kiedy zaproponował grę w butelkę, ale nim się obejrzałam już siedzieliśmy na podłodze, a Lou kręcił butelką. Wypadło na Harry'ego. Wybrał pytanie... Louis bez dłuższego zastanawiania się powiedział:
- O kim mówiłeś na dzisiejszym wywiadzie...
Harry się zarumienił i albo mi się wydawało, albo spojrzał w moją stronę... Chciałam mu jakoś pomóc i w ostatniej chwili niemalże krzyknęłam:
- A może dacie sobie już spokój z tym wywiadem co? - i
zakręciłam butelką... Kiedy ona się kręciła zauważyłam jak Harry bezgłośnie mówi dziękuję, na co ja uśmiechnęłam się tylko.
- Wyzwanie - usłyszałam głos Natt.
Również nie musiałam się zastanawiać nad wyzwaniem... Dosłownie od momentu, kiedy chłopcy weszli w progi mego domu widziałam tajemnicze spojrzenia i uśmieszki Natalie i Niall'a. Trzeba im trochę pomóc z ich nieśmiałością no więc...
- Natt pocałuj Niall'a! - powiedziałam podniesionym głosem.
Dziewczyna popatrzyła na mnie zabójczym spojrzeniem... Tak, tak... Jeszcze mi będziesz dziękować... Odwróciła twarz w stronę Blondyna i złączyła ich usta w pocałunku... Wszyscy zaczęliśmy bić brawo i krzyczeć "Uuuuu"...
No i tak mniej więcej bawiliśmy się do 22.30. O tej godzinie chłopcy stwierdzili, że się zasiedzieli i będą już lecieć... Pożegnałyśmy ich, ogarnęłyśmy salon i kuchnię po czym zmęczone padłyśmy na ogromne łóżko w moim pokoju i zasnęłyśmy.
*********************************************************************************
Witajcie!!! Właśnie przed chwilką uświadomiłam sobie, że dziś sobota i trzeba wstawić nowy rozdział... Przez te ferie kompletnie się już pogubiłam w dniach... Niestety już tylko tydzień i... znów do szkoły. No, ale dziś jeszcze nie chcę o tym myśleć, dlatego wracam do rozdziału. Jakoś nie mam pomysłu co do pytań więc daję Wam pole do popisu i w komentarzach możecie pisać wszystko to co chcecie... Pozytywy, negatywy i tak dalej... :) Nie zapominajcie też o dodawaniu się do obserwatorów i głosowania w ankietach ponieważ wejść coraz więcej, a ilość komentarzy nie ulega jakimś ogromnym zmianom. Chooociaż baaardzo się cieszę, że są osoby, które poświęcają tą chwilkę po przeczytaniu i piszą same miłe słowa i opinie. Nawet nie wiecie jak bardzo motywujecie mnie do dalszego działania! W takim razie ten rozdział chciałabym zadedykować nowej czytelniczce i komentatorce ann horan! Zapraszam Was także na jej wspaniałego bloga LINK! A teraz będę się już żegnać. Jeszcze raz bardzo za wszystko dziękuję, proszę o dalsze wsparcie. Do soboty!

Pozdrawiam serdecznie!!! <3

Aleksandra 

niedziela, 1 lutego 2015

Rozdział szósty

Komentując okazujesz szacunek autorowi :*

* Camila*
Obudziłam się... Przez chwilę moją głowę zajmowała myśl czy wczorajsza kolacja to było realne wydarzenie czy może tylko sen. Po głębszym zastanowieniu stwierdziłam iż naprawdę jadłam kolację z Harry'm Styles'em. Co więcej! Poznałam jego przyjaciół! To wszystko wydaje się jakieś nierealne... Jakieś dziwne... Cały czas nie wiem czemu nie protestowałam kiedy Harry chciał mnie pocałować... W sumie to ja się na to zgodziłam... I gdyby nie chłopcy to... Ojej... Ale przecież ja go nie lubię! Wręcz nienawidzę! Patrząc na nasze dwa pierwsze spotkania... Ale wczoraj. Najpierw moja wyobraźnia, a później rzeczywistość... Nie mam pojęcia co się ze mną dzieje...
Spojrzałam na zegarek i baaardzo się zdziwiłam. Do zadzwonienia budzika zostało jakieś pół godziny... Zawsze to dzięki niemu z ogromnym trudem, ale jednak wychodzę z łóżka a dziś... 7.30 a ja już nie śpię? Podeejrzaaane... No nic... W takim razie będę miała trochę więcej czasu na przygotowanie się do pracy. Tak... Dziś ostatni dzień w studiu oczywiście przed weekend'em.. Do końca nagrywania jeszcze troszkę No z jakiś miesiąc... Ale jakoś mnie to nie martwi... Coraz bardziej lubię swoją pracę, dlatego też z wielką chęcią jeżdżę teraz na plan. Może to dlatego, że pogodziłam się z Tom'em i Emmą... Z pewnością to jest główny powód. Myśląc nad tym stałam przed szafą i wybierałam ubrania... Po dłuższym zastanowieniu i "przeanalizowaniu" stwierdziłam, że taki zestaw będzie odpowiedni. Po wybraniu stroju poszłam do łazienki, aby tam się przebrać i zrobić delikatny makijaż. Włosy postanowiłam zostawić w artystycznym nieładzie. Kiedy wyszłam z łazienki wskazówki na zegarze wskazywały 8.00. No więc teraz tak... Na planie mam być o 9.00, więc muszę wyjść o 8.45, a to oznacza, że mam jeszcze czterdzieści pięć minut dla siebie... Nie mam ochoty jeść śniadania... W ogóle nie mam na nic ochoty... Przeniosłam się do salonu i włączyłam telewizor. Nie wiem jakim cudem, ale od razu włączył się jakiś kanał muzyczny... Przecież ja nie oglądam takich programów... Już miałam przełączać kiedy na ekranie pojawiła się znajoma twarz Harry'ego...
Zaraz, zaraz... Harry i jego przyjaciele to... zespół One Direction, który nagrywał materiały do teledysku w naszym studiu... I wszystko jasne! To znaczy nie! Jedno nie jest. Nie mam zielonego pojęcia czemu gdy go zobaczyłam na mojej twarzy od razu zagościł uśmiech... Mam ogromną prośbę! Niech ktoś podejdzie do mnie i mnie porządnie zdzieli jakąś łopatą, bo ja sama już kompletnie nic nie ogarniam...
Piosenka się skończyła, i na ekranie pojawiła się jakaś kobieta. Była dość ładna. Szczupła, blondynka, o zgrabnej figurze... Zaczęła mówić coś o tym, że ma zaszczyt gościć w swoim programie najwspanialszy zespół na świecie, uwielbiany przez miliony fanek na całym świecie. W mojej głowie "zaświeciły" się na czerwono ogromne litery układające się w nazwę ONE DIRECTION! Nieee! No nie mogę czyżby wywiad... Nie ma bata! Oglądam to. Blondyna usiadła na krześle. Ni stąd ni zowąd pojawili się uśmiechnięci chłopcy. Przywitali się, uścisnęli prowadzącą i usiedli na czerwonej kanapie. Kobieta od razu zaczęła ich wypytywać o koncerty, o zbliżającą się trasę koncertową, o nowe piosenki itd. Spojrzałam na zegarek była już 8.30. Wprawdzie wywiad się jeszcze nie skończył, ale praca wzywa. I kiedy już miałam wyłączać telewizor prowadząca zadała ostatnie pytanie: A jak tam się ma Wasze życie prywatne? Macie czas na miłość i dziewczyny? Z racji tego, że ciekawiła mnie bardzo odpowiedź Harry'ego postanowiłam jeszcze sekundkę poczekać. Głos zabrał Liam.
- Choć jest trudno staram się znaleźć odrobinę czasu na spotkanie z Sophią. A jeżeli nawet nie jestem w stanie się z nią zobaczyć to codziennie do siebie wydzwaniamy - uśmiechnął się... Z racji że obok niego siedział nie kto inny jak Loczek tym razem to on się odezwał...
- Na pewno nasze fanki wiedzą, że nie mam dziewczyny... Jednak ostatnio wydarzyło się coś, czego nie jestem w stanie pojąć... Poznałem dziewczynę, która jest wspaniała i choć nie znam jej zbyt długo chciałbym, żeby obdarzyła mnie takim samym uczuciem jakim ja darzę ją... - Harry spuścił wzrok, a mnie zatkało. Siedziałam z otwartą buzią i wybałuszonymi oczami i nie mogłam uwierzyć, że on coś takiego powiedział... Ale za chwilę w mojej głowie usłyszałam cichy głos... "Idiotko to nie o Ciebie chodziło! Przecież on może mieć każdą... Przecież to że zaprosił Cię na kolację i chciał Cię pocałować to nic nie znaczy... Z pewnością chciał Cię tylko wykorzystać." Wściekła wyłączyłam telewizor i postanowiłam zapomnieć o tym wszystkim... O Harry'm... O reszcie jego przyjaciół... O ostatnim tygodniu... Tak jakby to wszytko się nie wydarzyło...
Wyszłam z salonu, założyłam buty i wyszłam z domu. Byłam baardzo zdenerwowana, a to spowodowało, że szłam szybciej dzięki temu droga do studia zajęła mi jakieś siedem minut. Wparowałam do środka jak burza i nie witając się z nikim poszłam do swojej garderoby. Już po chwili mogłam usłyszeć dźwięk otwieranych drzwi. Nie miałam ochoty nawet się odwrócić i zobaczyć kto to. Poczułam, że ten "ktoś" kładzie swoją dłoń na moim ramieniu.
- Hej Cam... Coś się stało? - usłyszałam głos Tom'a.
Uśmiechnęłam się sztucznie i odwróciłam w jego stronę, strącając przy tym jego dłoń.
- Nie... Wszystko jest w porządku. Wracaj na plan, ja zaraz przyjdę.
Chłopak popatrzył na mnie podejrzliwie, ale już nic nie powiedział tylko wyszedł... Przebrałam się w ekspresowym tempie i również poszłam na "salę główną".
- Cześć wszystkim. - powiedziałam bez entuzjazmu. Tom i Emma popatrzyli na mnie, następnie na siebie i oboje wzruszyli ramionami... Tak jakby pokazywali sobie, że nie wiedzą co mi jest. Udałam, że tego nie widziałam i podeszłam do reżysera. Już po chwili zaczęliśmy nagrywanie. Po jakichś dwóch czy trzech godzinach zrobiliśmy małą przerwę... Wszyscy poszli na lunch, a ja stanęłam przy oknie i wpatrywałam się w płynące krople deszczu. Czemu jestem smutna? Przecież nie lubię Harry'ego... Tylko czego fakt, iż się zakochał tak bardzo mnie bolał... Tak bardzo mnie smucił? Czemu?? Przecież nie robiłam sobie nawet nadziei na jakąkolwiek przyjaźń z loczkiem... Przecież... Poczułam jak po moim policzku płynie łza. Szybko starłam ją naciągniętym rękawem.
- Camila co się stało? - tym razem pytanie padło z ust Emmy. Nie odwróciłam się.. Nie chciałam, żeby zauważyła moje zaszklone oczy.
- Czemu nie jesteś na obiedzie - spytałam, ale ona nie dała mi zmienić tematu...
- Cam... Wiem, że jestem ostatnią osobą, której byś się wyżaliła, ale proszę daj mi szansę... Chcę
pokazać Ci, że nie mam złych zamiarów...
Odwróciłam się i usiadłam na parapecie. Ona zrobiła to samo. Nie mam pojęcia dlaczego, ale zaczęłam jej wszystko opowiadać... Od samego początku... Od pierwszego spotkania przed kawiarnią, aż po dzisiejszy wywiad... Nie szczędziłam jej niczego... Opisywałam jej jak czułam się w każdej sytuacji, a ona z ogromną uwagą mnie słuchała... Nie zwracałam już uwagi na to, że z moich
oczu płyną łzy i wyglądam teraz jak siedem nieszczęść... Po prostu potrzebowałam takiej rozmowy...
- Camila... Z tego co mi opowiedziałaś wynika jedno. Ten Harry zakochał się w Tobie i w nikim innym... Mówię Ci prawdę! Więc nie obrażaj się tylko daj mu szansę... - powiedziała kiedy ja już zakończyłam swój monolog.
- Dziękuję... - wyszeptałam i przytuliłam ją z całych sił...
- A jak tam Tomas hmm? - spytałam ocierając łzy.
- Muszę przyznać, że całkiem dobrze... Wczoraj byliśmy w kinie, a dziś wybieramy się na spacer...
- To cudnie! - wykrzyknęłam. -Cieszę się, że chociaż Wy będziecie szczęśliwi...
- Ejejej! Nie wiesz czy i Ty nie będziesz niedługo szczęśliwa - mrugnęła do mnie, a ja się zaśmiałam...
W sali głównej znów zebrali się wszyscy aktorzy. Po chwili już kręciliśmy dalsze sceny. Nagle zauważyłam, że w drzwiach stoi piątka chłopców. Na mojej twarzy zagościł uśmiech, który to zauważył i od razu się odwrócił.
- Cięcie! - wrzasnął, a ja aż podskoczyłam. - Camila co to ma znaczyć? To nie jest jakaś sala widowiskowa, żebyś sobie gości spraszała...
- Ale to... - zaczął Harry, jednak Mark go nie słuchał.
- Powiedz swoim znajomym, żeby natychmiast opuścili to pomieszczenie!
Posłusznie szybkim krokiem podeszłam do chłopców i razem wyszliśmy na korytarz.
- Przepraszamy za to, że narobiliśmy Ci kłopotów - odezwał się Niall
- Nie ma sprawy. Nawet nie wiecie jak się ucieszyłam na Wasz widok... Mam dla Was propozycję nie do odrzucenia. Dziś. 18.00. Kolacja. U mnie. Nie przyjmuję sprzeciwów... Do zobaczenia później... - powiedziałam i wróciłam na salę.
- Co Ty sobie wyobrażasz? Myślisz, że możesz sobie robić z naszego planu jakieś widowisko! Jeszcze jedna taka wpadka i możesz pożegnać się z główną rolą w filmie.
Nie miałam pojęcia co mną kieruje. Widziałam tylko przerażony wzrok Toma i Emmy, ale ja się nie bałam... Bez zająknięcia wypowiedziałam te o to słowa...
- Mogę się pożegnać z główną rolą już teraz!
- Słucham? - niemalże warknął z niedowierzaniem. Emma i Tom ogromnie mnie bawili, bo ekspresyjnie kręcili przecząco głowami. Jednak ja nadal nie zwracałam na nich uwagi... Wolałam wrócić na deski teatru niż pracować w takiej atmosferze... Dokładnie to samo powiedziałam mojemu reżyserowi i ostentacyjnie wyszłam z sali. Przeszłam do swojej garderoby, przebrałam się i ruszyłam w stronę kwiaciarni... Potrzebowałam natychmiastowego spotkania z moją mamą. Oczywiście kupiłam błękitną różę i szybkim krokiem poszłam na cmentarz. Jak zawsze zmówiłam krótką modlitwę, położyłam różę i usiadłam na ławce. Po zebraniu myśli zaczęłam mówić.
- Mamusiu chcę żebyś tu była... Tak bardzo potrzebuję Ciebie i Twoich rad w tym momencie... Zrezygnowałam z pracy w filmie... W dodatku chyba się zakochałam... W chłopaku, którego po pierwszym spotkaniu znienawidziłam... Mamusiu czy to jest normalne? Chciałabym żebyś mnie przytuliła i powiedziała co o tym wszystkim myślisz... Wiem, że jesteś tam na górze i patrzysz na mnie więc proszę Cię... Daj mi jakiś znak... Co lub kogo mam wybrać... - otarłam łzy i postanowiłam, że jeszcze tu sobie posiedzę... Kilka minut później ktoś przyszedł i zapalił lampkę na grobie obok. Zawsze zastanawiałam się jakim cudem jest on tak zadbany, bo nigdy nikogo tutaj nie widziałam. Spojrzałam w stronę tej osoby i zaniemówiłam. To był Harry... Miał łzy w oczach i lekko drżała mu dolna warga. Nie wiem dlaczego, ale wstałam, podeszłam do niego i wzięłam jego dłoń w swoją... On spojrzał na mnie i również bardzo się zdziwił, ale jak na razie nic nie mówił... Chyba się modlił. Po kilku minutach wyszliśmy z cmentarza.
- Czemu nigdy Cię tu nie widziałam? - spytałam nieśmiało. Harry mocniej ścisnął moją dłoń, wziął głęboki oddech i zaczął mówić...
- Pół roku temu moja siostra zginęła w wypadku samochodowym... Nie mogłem się z tym pogodzić, ale też nie okazywałem swojego cierpienia dlatego przychodziłem tutaj tylko późnym wieczorem gdy nikogo tu nie było. A Ty co tutaj robiłaś? - spytał po chwili.
- Niecały rok temu moja mama zmarła na raka kości... - tylko tyle byłam w stanie z siebie wydusić ponieważ w moim gardle wyrosła ogromna gula, a w oczach pojawiły się piekące łzy.
-  Nie gniewasz się już za tamtą kawę? - spytał zmieniając tym samym temat... Jakby zauważył, że rozmowa o chorobie mojej  mamy nie jest dla mnie czymś łatwym.
- Nie... W sumie... Nie wiem co mnie wtedy napadło... Ogólnie nie był to dla mnie łatwy tydzień, ale wydaje mi się, że teraz będzie już tylko lepiej... - uśmiechnęłam się promiennie i spojrzałam w jego zielone oczy.
- A właśnie oberwałaś za to, że przyszliśmy do studia?
- Powiedzmy, że oberwać nie oberwałam, ale odeszłam z filmu...
Chłopak z wrażenia aż się zatrzymał.
- Co zrobiłaś??
Nie zdążyłam odpowiedzieć, ponieważ zadzwonił mój telefon.
- Przepraszam muszę odebrać. - Harry tylko skinął głową, a ja wcisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo?
- No hej Słońce! Dawno ze sobą rozmawiałyśmy! Może jakieś spotkanko? - rozpromieniony głos Nat od razu sprawił, że i ja się uśmiechnęłam
- Dzwoń po Mandy i razem pójdziemy na zakupy... Musimy dzisiaj przygotować wspaniałą kolację - odpowiedziałam i spojrzałam w stronę Harry'ego. On również miał uśmiech na twarzy.
- A co to za okazja?
- Wszystkiego dowiecie się jak już będziecie u mnie... - po tych słowach szybko się rozłączyłam.
Harry odprowadził mnie pod same drzwi i obiecał, że przyjadą o 18.00 po czym pocałował mnie w policzek. Weszłam do środka, zamknęłam drzwi, a następnie się po nich osunęłam cały czas chichocząc.
************************************************************************
Hej Haj Heloł!!! Jestem dziś taka happy mimo tego, że masakrycznie bolą mnie nogi i gardło... I chyba będę chora, ale to jest najmniej ważne... Nie będę się rozpisywać na temat wczorajszej choinki, bo to nie jest odpowiednie miejsce, ale powiem tylko dwa słowa: BYŁO SUUUPER! No a teraz zajmijmy się tym co jest tutaj najważniejsze, a mianowicie kolejnym rozdziałem mojego opowiadania ;) Szczerze mówiąc to jakimś cudem chyba po raz pierwszy coś co stworzyłam mi się naprawdę podoba... No ale to tylko moja opinia, a Wy co o nim myślicie??
Czytając rozdział nasunęło mi się kilka pytanek więc pozwolicie, że je Wam zadam.
1. Jak myślicie, kto ma racje jeżeli chodzi o wypowiedź Harry'ego w wywiadzie? (Cami/Emma)
2. Czy reakcja Camili jest normalna, czy podchodzi już pod zazdrość??
3. Czy Emma naprawdę nie ma złych zamiarów?
4. Cami dobrze zrobiła rezygnując z filmu?
5. Spodziewałyście się Harry'ego na cmentarzu?
6. Co wydarzy się na kolacji??
Taaaak mogłabym te pytania rozdrobnić na jeszcze bardziej szczegółowe, ale będę trochę chamska i powiem, że szczerze mi się nie chce... Dlatego będę kończyć. Dziękuję wszystkim osobom, które komentują, które głosują w ankietach (przypominam, że wciąż można głosować w dwóch nowych) i sprawiają, że mój cały tydzień staje się o niebo lepszy! WIELKIE DZIĘKI! Ach no i na sam koniec. Życzę wszystkim osobom, które wczoraj rozpoczęły ferie odpoczynku i zregenerowania sił, a tym, które jutro wracają do szkoły POWODZENIA! <3 Dedykacja dla wszystkich czytelników!!!

Pozdrawiam bardzo serdecznie i ślę duuuużo uścisków i buziaków! <3

Aleksandra ;)